Ręka
nieznajomego mężczyzny zaciskała się boleśnie na moim gardle.
-
Zasługujesz na taki los - warknął. Próbowałam złapać oddech. -
Zwiadowcy już dawno powinni wygi... - nie skończył. Stal świsnęła
i odcięła facetowi głowę. Upadłam na kolana i łapczywie
połykałam tlen. Pod żebrami czułam okropne pulsowanie. Dotknęłam
miejsca i podniosłam rękę do twarzy. Była umorusana krwią.
Źrenice rozszerzyły mi się ze strachu i łzy pociekły po
policzkach.
-
Jak...? - szepnęłam. Ktoś do mnie podszedł. Rzucił broń daleko
ode mnie i uklęknął. Przytulił mocno i powiedział: - Wszystko
będzie dobrze... Zaraz przyjdą kapłani. - słowa nie pomagały.
Nie rozumiałam, co się właściwie działo. Oczy bezwiednie
zamykały mi się i opuszczało mnie życie. Cała chęć istnienia
zniknęła razem z większą ilością karmazynowego płynu. Klatka
piersiowa powoli przestała się unosić, a ja dałam się pochłonąć
głębokiej czerni.
Zerwałam
się do siadu cała mokra od potu. A więc to był tylko sen...
Tylko jakoś tak... rzeczywisty... Wstałam z łóżka i
skierowałam się w stronę łazienki, zatrzymując się na moment
przy kalendarzu. Wskazywał 1. września 2014 roku. Westchnęłam.
Pierwsza klasa liceum... Klasa dziennikarska... Wkuwanie całymi
dobami w towarzystwie tylko jednego osobnika... Marzenia każdej
nastolatki... Już miałam przekroczyć próg wyłożonego
kafelkami pomieszczenia, gdy przypomniałam sobie o czymś ważnym.
Mundurek! Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło i
zawróciłam do szafy wykonanej z mahoniu. Cały czas myśli krążyły
mi w koło koszmaru. Zwiadowcy? Kapłani? A ten chłopak? Jego
głos wydawał się dziwnie znajomy... Przełknęłam ślinę.
Głos psychopaty nadal dźwięczał wyraźnie w moim umyśle. Moje
drobne ciało przeszedł dreszcz zgrozy. Zaczynam wariować...
Wyjęłam ubranie i przyglądnęłam się po raz setny swojemu
małemu pokoikowi.
Za
moimi plecami przez ogromne okno wpadały promienie porannego słońca.
Pojedyncze łóżko zaścielone pościelą w cętki stało pod
ścianą z lewej strony. Obok niego ustawiono małą szafkę, na
której zawsze kładłam telefon. Niedaleko stała szafa pełna
ciemnych ubrań. Biurko obciążone przestarzałym komputerem i
lampką zostało umieszczone naprzeciwko drzwi do łazienki. W
szufladzie znajdowały się nowiuteńkie zeszyty, a książki leżące
na dnie nadal pachniały drukarnią. Ściany pomalowane na fiołkowo
sprawiały, że pokój jako tako wydawał się emanować jasnością.
Weszłam
do łazienki, której drzwi znajdowały się po drugiej stronie
korytarza na piętrze. Stanęłam pod prysznicem. Pozwoliłam wodzie
spływać po moim ciele. Krople bezlitośnie uderzały o nagą
skórę. Czułam, jak resztki snu opuszczają mnie z każdą chwilą.
Zakręciłam kran i wyszłam z kabiny. Wytarłam się ręcznikiem,
ubrałam w szkolny mundurek, - koszula, krawat, spódnica sięgająca
pół uda i rajstopy - umyłam zęby, zrobiłam porządek z bujnymi
blond lokami i poszłam do kuchni.
Gdy
tylko przekroczyłam próg pomieszczenia, moja siostra bliźniaczka
spojrzała na mnie z pogardą.
-
No, no... - na jej ustach wykwitł uśmiech pełen politowania -
Mogłaś sobie darować tą spódniczkę i ubrać spodnie, Ilonko...
- rzekła słodko. Zacisnęłam dłonie w pięści. W tym momencie
miałam ochotę trzepnąć ją z plaskacza w twarz. Limo pod okiem
już pierwszego dnia... Urocza perspektywa...
-
Wiesz... - podeszłam do niej i nachyliłam w jej stronę - Obawiam
się, że to nie ja przyjdę pierwszego dnia z obitą twarzą... Nie
obawiam się szlabanu... Doskonale wiesz, że mogę to zrobić... -
zagroziłam jej. Wyprostowała się.
-
Nie zrobisz tego! - warknęła. Zaśmiałam się bynajmniej bez
jakiejkolwiek nutki rozbawienia w głosie.
-
Jesteś pewna? - uniosłam kąciki ust. Sen wyprowadził mnie z
równowagi. Dodając jeszcze poranne wybryki Iriny, to przegięcie.
Nerwy mi puszczały. Usiadłam do stołu obok bliźniaczki i oparłam
łokcie na blacie, podpierając brodę na dłoniach. Mama krzątała
się przy kuchence, szykując naleśniki. Przez chwilę miałam
przemożną ochotę spytać się, czy nie potrzebuje pomocy.
Rozmyśliłam się jednak. Nie potrafiłam zapomnieć o tym, jak mnie
wcisnęła do tej samej szkoły, co Irinę. Nie wiecie? Toż to
proste! Dała w łapę dyrektorowi. Ale to nie była kasa. Matka
miała z nim potajemny romans. Biedny ojciec pracujący za granicą
nic o tym nie wiedział. Po prostu nasz kochany przykład lojalności
wobec mężczyzn i przykład dobrego wychowania przespał się ze
sprawującym władzę w naszej szkole. Robiło mi się niedobrze na
samą myśl. Ciekawe ile miała jeszcze zamiar to chować w tajemnicy
przed ojczulkiem... On jest tak zaślepiony miłością do niej, że
nic nie widzi. Dorośli potrafią być tacy naiwni...
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu. Podniosłam się od stołu i odebrałam.
- Om...? - nie siliłam się nawet na przyjemny ton.
- Jakie: "Om...?" A gdzie się podziało: "Witaj Mikołaju! Jak Ci minęły ostatnie chwile wakacji?" - dźwięczny głos roześmiał się po drugiej stronie. Westchnęłam. Przełożyłam słuchawkę do drugiej dłoni i wyszłam z kuchni na korytarz. Czułam na sobie baczny wzrok Iriny. Przechodząc koło niej, posłałam jej mordercze spojrzenie dające do zrozumienia: "Nie twoja sprawa!"
- Witaj Mikołaju! Jak Ci minęły ostatnie chwile wakacji? - powtórzyłam po nim. Po raz kolejny parsknął śmiechem.
- Ekhm... - ledwo powstrzymywał się przed wybuchnięciem - To do Ciebie niepodobne... Od kiedy robisz to, co chcę? - zapytał się mnie z nieukrywaną troską. Podrapałam się po policzku. Oparłam się tyłkiem o szafkę z butami.
- Podły humor od samego rana... - po drugiej stronie słyszałam jego spokojny oddech i hałasy dobiegające z ulicy - Już idziesz do szkoły? Nie za wcześnie? - Jemu wszędzie spieszno...
- Hehe... Nie no co ty... Idę po was. Bądźcie gotowe do wyjścia. - zamurowało mnie. On tutaj? Ostatnio przekroczył próg tego domu jakieś 4 lata temu... - Ej... Co jest? Nie cieszysz się? - usłyszałam.
- C-c-ciesze się... - zarumieniłam się - Wie... - nie pozwolił mi dokończyć słowa: - Nie mogę się doczekać, by ujrzeć was w tych uroczych mundurkach. Zwłaszcza Ciebie Jelonku... To nowość w twoim wykonaniu. - znowu się zaśmiał - No dobra rozłączam się... Zjedzcie z Iriną śniadanie na spokojnie. Pa! - i wcisnął czerwoną słuchawkę. Spuściłam głową. Zazgrzytałam zębami. Świetnie...
Wróciłam do pokoju po MP4 i włączyłam jedną z ulubionych piosenek zespołu Łzy. Pogrążyłam się w smutnych tonach utworu i na powrót znalazłam się w kuchni.
- Miki dzwonił. Będzie tu niedługo... - powiedziałam. Wzięłam kanapkę ze stołu i usiadłam na parapecie najbliższego okna. Przegryzałam powoli śniadanie, gdy w polu widzenia znalazł się mój przyjaciel. Wysoki brunet o lekko opalonej cerze i czarnych jak smoła oczach pomachał do mnie. Odmachałam mu leniwie. Otworzyłam okno i wpuściłam go do środka. Jego trampki stuknęły o posadzkę. Miał na sobie przetarte dżinsy, białą koszulkę, która opinała jego umięśnioną klatkę piersiową i koszulę w kratę lekko powiewającą na wietrze. Z twarzy nie schodził mu uroczy uśmiech.
- Dobry! - przytulił mnie na powitanie. Nie zapomniał jednak pobawić się krawędzią mojej spódniczki. Cofnął się o krok w tył i otaksował mnie rozbawionym spojrzeniem. - Ślicznie! Teraz tylko uśmiech na twojej twarzy i będziesz wyglądała jak rasowa postać z Anime. - poczochrał mnie po włosach. Zaniemówił, gdy jego wzrok padł na Irinę. Zarumienił się po końcówki uszu. - O-o-o... - zaczął się jąkać. Widać było po nim, że Irina mu się podobała. Zalotny uśmiech nie schodził z twarzy mojej siostry. Podeszła do niego i pogłaskała czule po policzku. Zaczęli coś do siebie szeptać. Zrobiło mi się smutno. O czymś nie wiedziałam. To było pewne. Ulotniłam się bardzo szybko. Nie chciałam na to wszystko patrzeć. Nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że w trakcie lata zaczęli ze sobą chodzić.
Założyłam baleriny i wybiegłam z domu. Usłyszałam wołanie w tyle. Przyspieszyłam jeszcze bardziej. Jest tak jak myślicie! Podobał mi się! Byłam zakochana po uszy w Mikołaju i nie mogłam tego zmienić! Ale on wybrał tą ładniejszą! Tą bardziej dojrzałą! Po policzkach spłynęły mi pierwsze łzy. Nagle zahaczyłam butem o jakąś szczelinę w chodniku i poleciałam do przodu. Ostatnie, co słyszałam, to wołanie Iriny. Później była już tylko ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz