- Nie obchodzi mnie to! Robisz sobie ze mnie jaja?! Ten młody człowiek ma stąd zniknąć! - usłyszałam przez sen. Przewróciłam się na prawy bok i przykryłam oczy poduszka.
- Pięknie! Drzyjmy się dalej a na pewno on wyzdrowieje! Powiedziałem Ci ojciec! - Jason. Wszędzie poznałabym ton jego głosu. Tu zaczął mówić ciszej, a ja i tak wszystko rozumiałam. Chyba rozmawiali tuz za ściana. - Dopóki nie wróci do siebie, zostanie tutaj. To przecież długo nie potrwa! - nie byłam pewna, czy warknął, ale tak to zabrzmiało. Ciarki przeszły mi po plecach. Czym on się tak wkurzał?
- Ale ty się nim zajmujesz. Zrozumiano? - miałam wrażenie, ze zaraz skocza sobie do gardeł.
- On ma z 16 lat! Poradzi sobie sam - przełknęłam ślinę, która zebrała mi się w buzi i opatuliłam się szczelniej kocem. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, kiedy rozchyliłam powieki. Tak pochłonęła mnie rozmowa dwojga ludzi.
- Zawsze musisz stawiać na swoim?! - podskoczyłam w miejscu.
- Tak mnie wychowaliście - spokojnie odpowiedział Jason. Do moich uszu dotarły szybko oddalające się kroki. Nagle zmęczona samym nasłuchiwaniem, zamknęłam oczy. Dobrze zrobiłam, bo po sekundzie na czole wylądowała czyjaś dłoń. Kiedy on?! Spokojnie. Wyluzuj. Bałam się, że oddech jak i serce przyspiesza mi dwukrotnie, ale na moje szczęście nic takiego nie miało miejsca. Prycza skrzypnęła pod ciężarem drugiej osoby. Ktoś się nade mną pochylił. Poczułam na twarzy gorący oddech. Przewróciłam się na plecy i spojrzałam prosto w fioletowe oczy jakiejś dziewczyny. Była ładna. Niezaprzeczalnie. Ciemne, długie, proste włosy opadały na moje oblicze niczym baldachim. Jej policzki zdobił siarczysty rumieniec. Rysy wyraźnie teraz oszpecone małymi zmarszczkami miedzy brwiami. Nasze nosy stykały się końcami, a usta dzieliły milimetry. Jej reakcja była naturalna. Moja za to już nie bardzo.
- Ekhm - podciągnęłam się na łokciach, tworząc w ten sposób miedzy nami dystans. Nie odwróciłam wzroku. Zaczęłam się jej bliżej przyglądać i próbowałam przypomnieć sobie skąd ja znam. Ta twarz była bardzo znajoma. - Damien - wyciągnęłam do niej dłoń. Błądziła spojrzeniem po pokoju, unikając usilnie patrzenia na mnie. Gdyby wiedziała, kim na prawdę jestem, inaczej by się zachowywała. Westchnęłam i opuściłam rękę na pościel. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ku mojemu zdziwieniu był on cały z drewna. Taki jak w średniowieczu czy starożytności. Na ścianach nie wisiało nic. Żadnych lamp, czy obrazów. Taka bida z nędzą. Kolo łózka - tu raczej trzeba powiedzieć łóżko polowe z cieniutkim materacem - stal malutki stolik, a na nim wypalona świeczka. Nie było biurka ani regalu na książki. Kompletna pustka. Uśmiechnęłam się lekko, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Teraz rumieniec oblał ja aż do szyi. Burknęła coś pod nosem i wyszła szybko zostawiając mnie samą. Otworzyłam usta. - Ej! - krzyknęłam za nią. W tej samej chwili wszedł Jason.
- Nie przejmuj się Rose. Moja siostra jest trochę... nieśmiała - mówił łagodnym głosem. Poczułam się jak dziecko. Splotłam ramiona na piersi i spiorunowałam go wzrokiem. Starałam się nie zwracać uwagi na to, jak bardzo jest przystojny. Blond włosy opadały na zielone oczy, a mocno zarysowana szczeka pokazywała ile ma lat. Minimum 20. I teraz zaczęłam się zastanawiać, jak ja wyglądam. Jason był umięśniony, ale to jego ubranie mnie zafascynowało. Skórzana kurtka opinała jego ciało. To samo spodnie. Wyglądały jakby były z nim zrośnięte. Pas owinięty wokół bioder miał doszyte jakieś kieszenie. Nie. wron. To były pochwy na sztylety. Na lewym ramieniu miał założone coś, co wyglądało na ochraniacz. Buty przypominały zwykle oficerki.
- Gdyby wzrok umiał zabić - podszedł do mnie z cichym stukotem - Możesz wyjść na dwór i umyć się nad rzeką. To niedaleko - stanął nade mną jak kat.
- Jesteś moim katem, że tak stoisz mi nad głową? - zadarłam wzrok w górę i spojrzałam mu twardo w oczy. Zaśmiał się cicho.
- Jeśli chcesz, to mogę nim być - wymruczał mi do ucha. Kiedy on, do cholery jasnej, się nachylił?! Serce stanęło mi w piersi. Ta reakcja nie była mi obca. Mój organizm próbował się bronić przed wszechogarniającym mnie ciepłem. Nie chciałam mieć do czynienia więcej z miłością od pierwszego wejrzenia. Ten jeden raz mi wystarczał. A tym bardziej, że teraz jestem chłopakiem! Wyminęłam go i zeszłam z łóżka. Na całe moje głupie szczęście byłam ubrana.
- Daruj sobie. Nie potrzebuję opiekuna, który w każdej chwili może mnie zabić - warknęłam. I znowu usłyszałam śmiech. Ale on był pełen pogardy, która tak bardzo drażniła moje bębenki. Brew niebezpiecznie mi drgnęła. No proszę. Czyli jednak istniały przypadki gorsze od mojej własnej siostry, które doprowadzały mnie do szewskiej pasji.
- A dostałeś kiedyś w ryj? - wyszczerzyłam ząbki. Jeszcze trochę a pięści pójdą w ruch. Jeśli facet nie ogarnie mordy, ewidentnie skończy ze śliwą pod okiem jak nie pod obydwoma.
- Nie raz, chłopczyku - chwycił moją brodę dwoma palcami. Nasze oczy znowu się spotkały. Po moim ciele przeszedł dreszczyk przerażenia. Jego źrenice, do tej pory normalne, stały się pionowe jak u kota, a tęczówki mieniły się szkarłatem. Spuściłam wzrok. Bałam się, że dojrzy w nim strach, który narastał z każdą chwilą. Ścisnął mocniej moją brodę i rzucił mną na ścianę. Dosłownie. Rzucił mną dwoma palcami. Uderzyłam plecami o twardą powierzchnię. Zaczęłam kaszleć i walczyć o każdy oddech. Coś było nie tak. Żaden normalny człowiek nie potrafiłby zrobić takiej rzeczy.
- C-czym ty jesteś? - wysapałam.
- Musisz zasłużyć na te informacje - wyszedł. Tak po prostu polazł w cholerę, zostawiając mnie samą w nieznanym miejscu. Uspokoiłam się, mimo że to nie było wcale takie proste. Szok jednak pozostał.
Rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju. Klitka. A głupim fartem miałam klaustrofobię. Nie zważając na to, jak wyglądam, wyszłam za nim. Miałam jedynie nadzieję, że nie spotkam mu podobnych ludzi. O ile był człowiekiem. Nie myśl o tym, kretynko! Teraz najważniejszym jest to, byś się ogarnęła w sytuacji i znalazła sposób na powrót do domu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz