by atena

środa, 11 września 2013

Rozdział 4

~Jason~

 Jego oczy jak na złość nie chciały przybrać na powrót zwyczajnego wyglądu. Zszedł po schodach na parter, a następnie wyszedł przez dziurę, w której kiedyś na zawiasach znajdowały się drzwi. Nie było go jeszcze na świecie, gdy i one zniknęły z tego domu, a właściwie imitacji, bo to, co się tu teraz wyrabiało, nie przypominało zupełnie niczego, co można było nazwać domem. Bardziej wyglądem przynosiło na myśl burdel. A gdy jakiś cholerny szlachcic wchodził tu z pytaniem, czy są jakieś "wolne" panie, trzeba było tłumaczyć i spławiać takiego człowieka. Ludzie ewidentnie ulegali pozorom, co smuciło Jasona i jego ojca. Ciemnowłosy postanowił zaszyć się za domem, gdzie mógł opanować niepotrzebne emocje. Co prawda Demony mogły się ich pozbyć, ale to dopiero, gdy ukończą 100 lat. A to jest ich ostatnia szansa. Jemu jeszcze trochę brakowało, bo niecałe pół roku. Musiał więc uważać na to, co robił czy mówił. Głupie przekonanie, że rasa, do której należał, była nieśmiertelna, było błędne. Ale cóż poradzić na głupotę innych? Powinno się ją skutecznie ignorować i usilnie nie wmawiać prawdy, bo to i tak nic nie daje.
 Ułożył się na trawie pod stara wierzbą i przymknął powieki. Słońce łagodnie ogrzewało mu twarz, podkreślając w ten sposób jaki jest przystojny. Tak, owszem. Jason był zadufanym w sobie narcyzem. Nie ma piękniejszej istoty na świecie niż ja. W tym momencie stanęły mu przed oczyma te wielkie zielone oczy tego młodzieńca, Fullbustera. Czyżby jednak znalazła się konkurencja dla niego samego? Te rysy chłopaczka - tak łagodne - na prawdę przynosiły na myśli dziewczynkę. Potrząsnął głową sfrustrowany. O czym on myślał? Nie można być pierw dziewczyną, a potem stać się odmienna płcią. To chore. Splótł dłonie na karku. Został wyprowadzony z równowagi i teraz we łbie mu się pierdoliło. Nie ukrywajmy. Gówniarz go denerwował sposobem w jaki się wyrażał. Totalny brak szacunku. On rozumiał żarty i tak dalej, ale istnieją granice. Czyiś cień przysłonił mu światło. Zacisnął mocno zęby i otworzył oczy. Spiorunował siostrę wzrokiem. Czego ona chciała?
- Czego? - warknął. Czy nie mówił jej tyle razy, by nie zawracała dupy niepotrzebnie?
- J-ja... Ten tego... - przerażał ją. Odetchnął głęboko i uśmiechnął się do niej łagodnie. Ta od razu się uspokoiła i usiadła tuż obok.
 - Coś się stało? - nie mógł się wyżywać na siostrze. Przecież nic nie zrobiła. Objął ją ramieniem, a ta położyła mu głowę na nim.
 - Wiesz kim on jest, prawda? - jak mógłby nie wiedzieć? Skośne uszy i ogromne oczy świadczą o wszystkim.
- Uhm... - jakoś nie miał ochoty o tym teraz myśleć. Później będą się martwili, co z tym fantem zrobić. - Na razie zostawmy to w spokoju. Nie zamartwiajmy się na zapas - młoda kiwnęła głową.
- Dorównuje Ci urodą - no i to wypomniała. Wyszczerzył mrocznie ząbki.
- Mogłaś sobie to darować.
- Co mogła sobie darować? - wzdrygnęli się niemal jednocześnie, słysząc głos Damiena. Zerwał się z ziemi i stanął twarzą w twarz z zielonookim. Czuł na sobie wzrok siostry. No przestań się gapić! Przełknął ślinę i przeleciał spojrzeniem chłopaka od góry do dołu. Luźne spodnie i tak samo luźna, z rozpiętymi guzikami koszula ukazująca dobrze zbudowane ciało. Nie mógł oderwać od niego wzroku. Przypominał teraz pedofila, który właśnie namierzył swoją kolejną ofiarę. Zarumienił się lekko i skierował swoje błyszczące oczy na budynek stojący za plecami młodego.
 - Nie unikaj mojego wzroku - po tych słowach przeszły mu po plecach ciarki. Jeszcze nigdy nikogo ani niczego się tak nie przestraszył. Jego głos przywodził mu na myśl warczenie wilka, a tęczówki, które do tej pory były bardzo widoczne, teraz zostały przesłonione przez ogromne źrenice przypominające czarne dziury. A wydawał mu się taki spokojny, zrównoważony. Aż tak ufał pozorom?
 - O co się tak wściekasz? - zmarszczył brwi. Kątem oka przyuważył, że Damien uniósł wysoko brwi w niemym zdziwieniu.
- Wściekam? - kolejne zaskoczenie, bo wyczuł w tonie jego głosu nutkę szoku. Czyżby mu się tylko przywidział ten wyraz twarzy? Widział, jak broda drży młodemu i po chwili był świadkiem jego dźwięcznego śmiechu przywodzącego na myśl piękne skowronki. Jason zarumienił się jeszcze bardziej i tym razem wbił wzrok w swoje zużyte buciory. Nie mógł więc ujrzeć rozpromienionej twarzy młodzieńca. Onieśmielał go bardziej niż najpiękniejsze kobiety tego świata, a miał do czynienia z takimi nie raz. Poczuł na brodzie drobne palce i po mniej niż sekundzie wpatrywał się w te przepiękne, zielone oczy. Z szybko bijącym sercem wyrwał się Damienowi.
- Możesz mi powiedzieć, co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz? - źrenice Jasona na powrót stawały się wąskie. Nie mógł zapanować nad tym odruchem bezwarunkowym. Jego organizm właśnie tak reagował na nadmiar stresu.
 - Chodzi Ci o wzrok typu: "Gdyby spojrzenie mogło zabijać to byłbym już trupem.", tak? - lekceważące machnięcie dłonią - To u nas rodzinne. Odziedziczyłem jedną z najgorszych cech - zadziwiała go ta jego śmiałość i swoboda mówienia.
 - T-ta... Nie powinieneś leżeć w łóżku? - nie potrafił ukrywać troski. Przecież jeszcze całkiem niedawno miał 40-stopniową gorączkę. Nagłe uzdrowienie nie wchodziło w grę. Nie istniało coś takiego. - W sumie... - Jason doskonale widział jak chłopak kiwa się w przód i w tył, jak co chwila przymyka powieki niczym małe, śpiące dziecko i jak kropelki potu spływają mu po skroni. Drżał również na całym ciele. Siostra zdążyła wydać z siebie jedynie cichy okrzyk zanim młody wpadł mu w ramiona nieprzytomny i rozpalony bardziej niż wcześniej. - Idź przygotuj zimne kompresy. Trzeba zbić temperaturę - bez jakiegokolwiek słowa sprzeciwu pobiegła do domu, a on ruszył za nią niosąc w ramionach drobnego Damiena. Serce galopowało mu jak szalone, gdy wdychał zapach wanilii rozchodzący się z jego blond czupryny. Usilnie ignorując chęć ucałowania go w czoło, wszedł do mieszkania i skierował się do pokoju schorowanego. Ułożył go na pościeli i wpatrywał się w szybko unoszącą się i opadającą klatkę piersiową. Nie wyglądało to za dobrze. Jasona ogarnął niepokój. Intensywnie myślał nad ulżeniem choremu w cierpieniu lecz nic nie przychodziło mu do tej pustej łepetyny. I znowu szare komórki odmówiły posłuszeństwa wtedy, gdy są najbardziej potrzebne. Zacisnął mocno zęby z frustracji. Czy na prawdę nie było niczego, co mogło mu ulżyć? Usłyszał z daleka krzyk siostry i swąd spalenizny. Co jest do cholery? Wybiegł z powrotem na zewnątrz i sparaliżowany strachem patrzył na horror odbywający się na dworze. Nim się obejrzał, przez jego klatkę piersiową przeleciał grot strzały, przebijając przy okazji serce. Z ust wypluł krew. Następnie przyłożył dłoń do miejsca, gdzie znajdował się pocisk i podniósł do oczu. Ręka również była umorusana we krwi. Każdą swoją komórką czuł, jak uchodzi z niego życie. Bolało go wszystko. Ostatnie co Jason pamiętał to krzyki, trzaskanie ognia i śmiech, który poznałby wszędzie. A potem była już tylko ciemność.

~ILONA~

Zmęczyłam się już tym biegiem. Przebierałam nogami ile sił. Byle jak najdalej od tego domu. I nie umknęło mi to, że widziałam kogoś podającego się za mnie zmierzającego za dom, gdzie najprawdopodbniej był Jason. Ze ściśniętym sercem wyobrażałam sobie, co się tam wyprawia. Nawet stąd, z lasu, słyszałam a nawet czułam w powietrzu zapach spalenizny. Starałam się nie myśleć, że oni wszyscy najprawdopodobniej już nie żyją. Łzy popłynęły mi po policzkach. Szkoda mi ich była. Nie zasłużyli na taki los, ale ja miałam teraz inne zmartwienia. Jak wrócić do domu? Małe kamyczki i gałązki bezczelnie kaleczyły mi stopy. Zostawiałam za sobą krawe ślady, które mogły łatwo doprowadzić opraców do mnie. Nie było jednal czasu na zacieranie śladów. Nie miała na to wystarczająco dużo siły. Gorączka wykańczała mój organizm z każdą minioną minutą. Niech mi ktoś pomoże! Chciałam, by była to nawet Irina. Ale najbardziej marzyła teraz o wsparciu Sakury - jej najlepszego przyjaciela. Zajmował miejsce zaraz po Mikołaju lecz niedługo to się miało zmienić. Potknęłam się o wystający korzeń i poleciałam na twarz. To już drugi raz w ciągu tak krótkiego okresu czasu. - Kurwa - zacisnęłam dłonie w pięści. Zaczęłam się na prawdę denerwować. Dźwignęłam się z ziemi ostatkami sił. Zakręciło mi się w głowie i znowu poleciałam jak długa.. Jakiś czas później... - Ilona? - rozchyliłam powieki choć to nie było takie proste. Ujrzałam nad sobą zmartwione oblicze Sakury. Zjawiał się jak na zawołanie. Zmarszczyłam brwi zdezorientowana. Jeszcze przed chwilą była w lesie, a teraz leży w szpitalu? - Sakura... - broda mi zadrżała i rozpłakałam się przy nim. Dotknął mojego czoła i delikatnie mnie przytulił. - Tak się cieszę, że nic Ci nie jest. Spałaś prawie dwa tygodnie - dwa tygodnie?! ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Tia ;-; Zapewne większość rzeczy jest dla was niejasnych, ale nie martwcie się ^^ Wszystko z czasem się wyjaśni ^^ *nareszcie kogoś uśmierciła! Jest z siebie taka dumna!* To i tak późno, bo chciałam główną bohaterkę uśmiercić w jej świecie, gdy uciekła i jebła się w głowę xd I przepraszam za brzydkie słowa ;-; Następna będzie niespodzianka, nad którą pracuję. Czekajcie na nią ^^ Wasze 150 cm czystego zła i służebnica Szatana - Sonozaki~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz