- Nie. Wydaje Ci się - wstałam szybko. Na tyle szybko, że mój najepszy przyjaciel klapnął na dupę. Tak mi go żal. Cała klasa wybuchnęła śmiechem, a ja pokręciłam głową z dezaprobatą. Jedyną osobą, która nie szczerzyła ząbków prócz mnie, była Irina. Która normalna dziewczyna śmiałaby się ze swojego chłopaka? Ona przy nim trwa jak przystało na partnerkę. Jest z nim duchem i ciałem w każdej sytuacji. Czy to złej, czy to dobrej. I tak powinno być zawsze. A ja, nie wiedzieć czemu, zazdrościłam im tego.
Czułam na sobie jego wzrok. Normalnie spiekłabym buraka, lecz po tym co przeżyłam, zdecydowanie nie dało się zachowywać jak kiedyś. Nigdy nie pomyślałabym, że sen na jawie tak bardzo mną wstrząśnie. I fakt, że Sakura nie odzywa się do mnie od czasu, gdy wyszłam ze szpitala. Po głowie krążyło mi jedno pytanie: Czemu? Nie odbierał telefonów. Nie odpisywał na sms-y. Nawet do szkoły nie przychodził! Jakby ślad po nim zaginął. W domu też go nie ma... Ale nie chcę się przyznać, że się martwię. To byłoby dziwne. Ale jeszcze dziwniejsze jest to, że za każdym razem, gdy zamykam oczy, widzę Jasona. Uśmiecha się do mnie i zapewne wymawia moje zmyślone imię. Nie mam komu o tym opowiedzieć. Wszyscy wzięliby mnie za wariatkę!
Spojrzałam na Mikołaja kątem oka. I to był mój błąd. Nie chciałam patrzeć, jak się całują. Powstrzymując napływające łzy, wybiegłam pędem z klasy. Jakże niefortunnie potknęłam się o własne nogi, biegnąc po schodach. Dobrze, że nie miałam w ręku parasolki! Myślałam, że rozbiję sobie głowę, że znowu wyląduję w szpitalu. Przeznaczone mi było się połamać. Nie wiem, czy mam takie szczęście, czy to zwykły przypadek. Cały świat wywrócił mi się do góry nogami, lecz zamiast zderzyć się z zimną podłogą, napotkałam opór w postaci ludzkiego ciała. Czułam jak oplata mnie jedną ręką w talii a drugą osłania głowę. Mocno zaciskał palce na moich włosach. Następnie był tylko przeraźliwy dźwięk upadającego ciała, krzyki dzieciaków ze szkoły, płacz i krew, dużo krwi... Otworzyłam powoli oczy. Koszula w kratę. Zapach lawendy.
- Sakura... - szepnęłam przerażona. To chyba jakieś pieprzone żarty! To nie mógł być on! Silne ręce podciągnęły mnie w górę.
- Głuupia, po schodach się nie biega - spojrzałam w te zielony oczy, które błyszczały za każdym razem, gdy myślał o czymś zboczonym. Ale teraz były inne. Zamglone, nieobecne. Zimne. Ogarnął mnie paniczny strach. On nie mógł umrzeć! Wszyscy, tylko nie on! - Nie płacz... - chłodną dłonią otarł mi łzy z twarzy. Kiedy one zaczęły płynąć, do cholery?!
- Nic wam nie jest? - mój wychowawca. Wszędzie poznałabym jego głos, mimo że znam go dopiero od kilku dni. Z klasą śmiejemy się, że powinien śpiewać w operze. Serio!
- N-nie - Sakura zaczął się śmiać. Za to ja miałam wrażenie, że się rozsypię. Usiadłam na nim okrakiem i rozejrzałam się dookoła. Nauczyciele przegonili uczniów, ale jeszcze kilku gapiów by się znalazło. Źrenice rozszerzyły mi się do granic możliwości i oblał mnie zimny pot. Straciłam możliwość mówienia. Czy tylko ja widziałam tą krew rozbryźniętą na ścianach? Scena wyjęta żywcem z horroru. Obydwoje byliśmy w niej skąpani. Przeniosłam wzrok na przyjaciela. Czy to dziwne, że spiekł buraka? Serce zabiło mi szybciej, bo zdałam sobie sprawę, jak dziwnie wyglądamy.
- Dasz radę ze mnie zejść? - jęknął zakłopotany. Zbladłam i szybko się podniosłam. Nie sądziłam jednak, że od razu zemdleję. Zakręciło mi się w głowie. Chyba nawet zobaczyłam gwiazdki na niebie! Wróć! Na suficie! Szkoda, że nie pamiętam, czy poleciałam do tyłu, czy twarzą w podłogę. Ostatnie, co widziałam to twarz zdumiałego Jasona. Tak, TEGO Jasona, a w tle słyszałam, jak ktoś woła moje imię. No pięknie! Ileż razy można mdleć?!
Krew, krew, krew. Wszędzie pełno szkarłatnego płynu. Zdobi każde martwe ciało leżące na ziemi. Wsiąka w trawę niegdyś zieloną. A pośród tego jeden chłopak. Fioletowe włosy, oczy, w których nie ma blasku. Zatracił w sobie człowieczeństwo. Zabija, bo musi. Bo to jego "powinność". Jest przekonany, że to, co robi jest słuszne. Tylko, że nie zdaje sobie sprawy, jak to wpływa na jego ciało i znajomych z Drugiego Świata. A zwłaszcza na jedną osobę bardzo podatną na sprawy paranormalne. Malutka blondynka. Kimże jest ta dziewka? Nikim. Nikim w w tym świecie. Nikim dla niego.
- Heichou~! - podbiega do niego równie drobniutka osóbka, jak ta wyżej wymieniona i wiesza mu się na szyi. On ją obejmuje i zagłębia twarz w jej pięknych, lśniących, puszystych włosach. Uprzednio rzucając miecz na ziemię. Tą splamioną przez niego samego ziemię.
- Tatiana! - entuzjazm, którego nigdy nie ma, gdy wita się ze swoją przyjaciółką z Drugiego Świata. Czyż to nie okrutne?
- Heichou, jesteś niesamowity! - przeleciała po nim wzrokiem - Ale i brudny! Musisz zmyć z siebie tą plugawą krew! - tą, jak ona to ujęła, plugawą krew ma też ta blondyneczka, o której niedawno była mowa. Czy też będzie musiał ją zabić?
Nie wiedział, w jakim jest stanie. Nie zważa na to. Ważne, by pozbyć się choróbska, które roznoszą tamci. Choróbska nie z tego świata, które wyniszcza organizm bardzo powoli z premedytacją.
Jakiś ledwo żywy chłopaczyna próbuje się jeszcze podnieść z pozycji leżącej. Trzeba przyznać, że jest silny. Silny dla tego, który zdążył uciec. Niejaki Heichou podnosi z powrotem broń i odcina mu głowę. Krew tryska na wszystkie strony plamiąc przy okazji ubrania jego towarzyszki.
- Heichou! - podbiega do niego jeden z kapitanów.
- Co jest? - mówi spokojnym głosem, który nie wyraża żadnych emocji.
- Jeden spieprzył w las! - coś błysnęło w oczach fioletowo-włosego. Machnął lekceważąco dłonią.
- Znajdę go później. Teraz muszę wracać.
- Co?! Ale Heichou! - zamyka jej usta namiętnym pocałunkiem. On wie, że spędza z nią ostatnio bardzo mało czasu, ale musi znaleźć tą, która roznosi zarazę. Tą, która jest temu wszystkiemu winna. Skąd wiadomo, że jest to dziewczyna? Z pewnych, nieznanym innym źródeł, które on posiada.
- Wybacz. Postaram się szybko wrócić - znikąd pojawił się portal do tamtego świata, a jego po chwili już nie było...
Zerwałam się do siadu jak oparzona. Znowu te pieprzone sny, które doprowadzają mnie do szału. Serce biło mi jak szalone. "Jeden zdążył uciec"! Te słowa biły się echem po mojej głowie. Wiem, że chyba przesadzam, ale mam wrażenie, że mówili o mnie. Poza tym, wszystko było bardzo realistyczne. I skąd ta zazdrość o ten pocałunek? Przełknęłam ślinę. Głos fioletowo-włosego przypominał tak bardzo barwę głosu Sakury, że miałam ochotę krzyczeć i płakać. On przecież nie zabiłby nikogo! Zaczęłam się trząść. Chcę o tym zapomnieć, ale nie potrafię. Ten wzrok. Ten sam wzrok bez wyrazu, bez cienia emocji. Boję się. Bardzo. Niech mnie ktoś przytuli!
Usłyszałam szelest. Zerwałam się z łóżka szpitalnego i spojrzałam prosto na Mikołaja.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Sakura powiedział, że mam Cię popilnować dopóki on nie wróci - westchnęłam z ulgą, ale zaraz ogarnia mnie smutek. On nie przyszedł tu z własnej woli. Został zmuszony, a przecież wszyscy wiedzą, że Miki boi się Sakury. Odgarnęłam włosy z twarzy. Widziałam, czułam jak stojący przede mną wciąga ze świstem powietrze. Pytanie tylko, czemu?
- O co Ci chodzi?
- Skąd ta blizna pod okiem? - wskazał na moją twarz palcem. Jaka blizna?
- Tam nic nie ma - jestem lekko zdezorientowana. O co mu biega?
- N-nie rozumiem... - bum! Drzwi otworzyły się z hukiem. Mikołaj przytulił mnie szybko. Spiekłam buraka. Próbowałam coś powiedzieć, ale moje usta zostały zaszyte niewidzialną nicią. Co się ze mną działo?
Co tu się wyrabiało?! Próbowałam odepchnąć chłopaka od siebie. Było to jednak trudniejsze niż myślałam. Skąd u niego tyle siły?!
- Widzę, że wam przeszkadzam - zazdrość, zazdrość, zazdrość. Ale chyba i nie tylko. Czy on był o mnie zazdrosny?! Zaskoczenie ogarnęło mnie całą od stóp do głów. Miałam wrażenie, że w całym moim ciele wzbiera lód, który tak bardzo starałam się topić. Te wszystkie negatywne myśli i uczucia tak starannie przeze mnie chowane właśnie zaczęły opuszczać ciemność i wychodzić na światło dziennie. I tu nie pomoże żadne proszenie: Uspokój się, dziewczyno! Jestem wściekła, tak wściekła, że przestałam widzieć porządnie na oczy. Furia ogarnęła mnie z każdej strony niczym ciemny płaszcz, niczym śmierć. Gdyby wzrok mógł zabijać, wszyscy by teraz pomarli. Bez dwóch zdań.
Pcham Mikołaja na ścianę i z zawrotną prędkością wymierzam cios w policzek Sakury. Ten cios jest jednoznaczny: Nie twój cholerny interes! Zacisnęłam mocno zęby. Miałam wrażenie, że pękną, posypią się na ziemię. Ale najbardziej zabolała mnie reakcja Sakury. Serce prawie nie wyskoczyło mi z piersi, a cała adrenalina ulotniła się jak para wodna. Płakał. Bezgłośnie. W jego oczach dało się dostrzec cierpienie jakie mu zadałam. Cofam się do tyłu. Dłoń pulsuje mi boleśnie.
- P... - Sakura odwrócił się do mnie plecami, zapłakany i trzasnął drzwiami. Upadłam na kolana. Co ja właśnie zrobiłam? Zraniłam go po raz kolejny. Ja zawsze go raniłam, odzywałam się wtedy, gdy go potrzebowałam. Wykorzystywałam go, jego dobroć i przyjaźń, jaką mi okazywał. To boli. Bardzo. Nie wiem, że płaczę dopóki Mikołaj nie zakrył mi oczu dłonią i nie zaczął szeptać pocieszających słów. Tylko, że one do mnie nie docierały. Okryła mnie gęsta mgła rozpaczy. Ukryłam twarz w dłoniach. Właśnie zraniłam kogoś, na kim mi zależało. Zostałam wzięta na ręce.
- Chodź, pokażę Ci coś... - jak mogłabym protestować w takim stanie? Nie wyobrażam sobie tego. Staję się wrakiem człowieka. Wołam o ratunek. Czy ktoś mnie ocali...?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I tak oto powstał 5 rozdział :333
Moim zdaniem jest... okej XD *wchodzi Lucyfer* mógłby być dłuższy...
*jebie go po głowie* wtedy byłby beznadziejny! *odchrząkuje* wybaczcie... za dużo sobie pozwala...
Jakby ktoś nie zauważył, zrobiłam zakładkę "Postacie" i jeśli jesteście ciekawi, to zapraszam do zobaczenia x3
Co ja paczę O.O ponad tysiąc wejść od bardzo dawna @@ Ale czy ktoś to w ogóle czyta? ;__;
Następnego spodziewajcie się one-shot'u yuri lub kolejnego rozdziału o Gruvii ^^
Co tu się wyrabiało?! Próbowałam odepchnąć chłopaka od siebie. Było to jednak trudniejsze niż myślałam. Skąd u niego tyle siły?!
- Widzę, że wam przeszkadzam - zazdrość, zazdrość, zazdrość. Ale chyba i nie tylko. Czy on był o mnie zazdrosny?! Zaskoczenie ogarnęło mnie całą od stóp do głów. Miałam wrażenie, że w całym moim ciele wzbiera lód, który tak bardzo starałam się topić. Te wszystkie negatywne myśli i uczucia tak starannie przeze mnie chowane właśnie zaczęły opuszczać ciemność i wychodzić na światło dziennie. I tu nie pomoże żadne proszenie: Uspokój się, dziewczyno! Jestem wściekła, tak wściekła, że przestałam widzieć porządnie na oczy. Furia ogarnęła mnie z każdej strony niczym ciemny płaszcz, niczym śmierć. Gdyby wzrok mógł zabijać, wszyscy by teraz pomarli. Bez dwóch zdań.
Pcham Mikołaja na ścianę i z zawrotną prędkością wymierzam cios w policzek Sakury. Ten cios jest jednoznaczny: Nie twój cholerny interes! Zacisnęłam mocno zęby. Miałam wrażenie, że pękną, posypią się na ziemię. Ale najbardziej zabolała mnie reakcja Sakury. Serce prawie nie wyskoczyło mi z piersi, a cała adrenalina ulotniła się jak para wodna. Płakał. Bezgłośnie. W jego oczach dało się dostrzec cierpienie jakie mu zadałam. Cofam się do tyłu. Dłoń pulsuje mi boleśnie.
- P... - Sakura odwrócił się do mnie plecami, zapłakany i trzasnął drzwiami. Upadłam na kolana. Co ja właśnie zrobiłam? Zraniłam go po raz kolejny. Ja zawsze go raniłam, odzywałam się wtedy, gdy go potrzebowałam. Wykorzystywałam go, jego dobroć i przyjaźń, jaką mi okazywał. To boli. Bardzo. Nie wiem, że płaczę dopóki Mikołaj nie zakrył mi oczu dłonią i nie zaczął szeptać pocieszających słów. Tylko, że one do mnie nie docierały. Okryła mnie gęsta mgła rozpaczy. Ukryłam twarz w dłoniach. Właśnie zraniłam kogoś, na kim mi zależało. Zostałam wzięta na ręce.
- Chodź, pokażę Ci coś... - jak mogłabym protestować w takim stanie? Nie wyobrażam sobie tego. Staję się wrakiem człowieka. Wołam o ratunek. Czy ktoś mnie ocali...?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I tak oto powstał 5 rozdział :333
Moim zdaniem jest... okej XD *wchodzi Lucyfer* mógłby być dłuższy...
*jebie go po głowie* wtedy byłby beznadziejny! *odchrząkuje* wybaczcie... za dużo sobie pozwala...
Jakby ktoś nie zauważył, zrobiłam zakładkę "Postacie" i jeśli jesteście ciekawi, to zapraszam do zobaczenia x3
Co ja paczę O.O ponad tysiąc wejść od bardzo dawna @@ Ale czy ktoś to w ogóle czyta? ;__;
Następnego spodziewajcie się one-shot'u yuri lub kolejnego rozdziału o Gruvii ^^
Wasze 150 cm czystego zła i służebnica szatana - Sonozaki~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz