Wybaczcie mi ;____; Cierpię na brak weny twórczej i jeszcze szykuję niespodziankę na stronę :c Jasełka też dużo czasu pochłaniają ;-; Ale oto jest rozdział :33 Wiem, że pisałam, iż będzie 18+, napisałam to do połowy i stwierdziłam, że jest beznadziejne ;-; Tak więc macie normalny rozdział ^^ Miłej lektury~!
31 lipca; Handel ludźmi - Fairy Tail w akcji.
Wszystko zostało pogrążone w ciemności, z której nie dało się niczego wyczytać. Nawet zarysy postaci pochłonęła ta bezgraniczna pustka. Zebrani w sali ludzie zjawili się wcześniej i usiedli na dawno zarezerwowanych miejscach. W dłoniach trzymali kartki z numerkami, a w kieszeniach pobrzękiwały ciężkie monety. Te złote, błyszczące drobiazgi niedługo będą wydane na przyszłe służące, dziwki czy zwykłe niewolnice seksualne. Tak, dokładnie. Ci, którzy tu przyszli, są zboczeńcami, przestępcami lubującymi się w molestowaniu młodych dziewczyn bądź zwyczajnym wykorzystywaniu ich do przeróżnych prac domowych. Nie znajdziesz wśród tych debili nikogo, kto by miał tak zwaną "taryfę ulgową". Albo się zgadzasz na takie warunki, jakie Ci dają, albo zostajesz ukarana. Płacz, żal i ból dupy, bo nie ma ratunku. Najczęściej dziewczyny popełniają samobójstwo po pół roku. Smutne. Tyle istnień straciło życie a nikt do tej pory się tym nie zainteresował. Nagle rozbłysły światła reflektorów. Oświetliły one młodego, zgrabnego mężczyznę - zapewne obiekt westchnień nie jednej kobiety. Przyłożył do ust mikrofon i z głośników wypłynął jego dźwięczny głos. Mógłby należeć do jednego z piosenkarzy popularnych zespołów dla nastolatek.
- Witam, witam! - sała wypełniła się szeptami i pomrukiwaniem świadczącymi o zniecierpliwieniu. Tylko kilkoro z pośród zebranych siedziało spokojnie i przyjmowało bez żadnego szemrania słowa wypowiadane przez prowadzącego. - Widzę tu nowe twarze...
- Ruszże dupę, kretynie!
- Ileż można czekać?!
- ZAMKNĄĆ MORDY, BO WYJEBIĘ ZA DRZWI!! - przekrzyczał zdenerwowanych gości ciemnowłosy chłoptaś. Zdecydowanie nie pasował do tutejszej śmietanki towarzyskiej. Szpiczaste włosy sterczały mu z każdej strony, a garnitur z łatami na łokciach był cały poszarpany. Wyglądał tak, jakby go mole zaatakowały na ulicy i ledwo uszedł z życiem.
- Gajeel, zamknij ryj - warknął w jego stronę przystojny, różowowłosy młodzieniec. Elegancka marynarka została zarzucona na ramiona niedbale, krawat poluzował na szyi, a koszula idealnie wyprasowana, opinała umięśniony tors. Zbłąkane kosmyki jak na złość opadały na twarz przysłaniając przy tym widok na głębokie, zielone oczy.
- To ty stul pysk, Sala... - odwróciła się siedząca tuż przed nimi blondyneczka o ciepłych, czekoladowych oczach.
- Zamknijcie się obaj - syknęła. Obaj zadrżeli pod wpływem jej tonu głosu i bez wątpienia bali się zadrzeć z nią. Bardzo liczyła się dla obojga ich męskość. Ta cycata dziewczyna potrafiła wymierzyć kopniaka prosto w czuły punkt. Ba! Każda część ciała mogła ucierpieć, gdy ona była wściekła.
- H-hai, Lucy - szepnęli jednocześnie.
- Pst, Natsu! - spod nóg skośnookiego dobiegł szept. Należał do niebieskiego kota.
- Co jest, Happy?
- Gdzie są Gray i Juvia? - zwierze najwyraźniej się martwiło. - Aukcja niedługo się zacznie a ich nie ma... - Natsu porozumiewawczo mrugnął do swojego przyjaciela.
- Bez paniki... Daj im chwile - drzwi otworzyły się na oścież z wielkim hukiem.
- PRZEPRASZAMY ZA SPÓŹNIENIE! - rozbrzmiał donośny głos. Kolejne szmery ogarnęły salę. Wszyscy odwrócili się w tamtą stronę, by ujrzeć młodego mężczyznę i niebieskowłosą dziewczynę stojącą obok niego. Wyglądali jak małżeństwo. Ona w ślicznej granatowej sukience i ukrytą twarzą za welonem, on w czarnym smokingu z idealnie uczesanymi włosami.
- Widzisz, Happy? A ty się denerwowałeś - wyszczerzył swe ząbki. Kot odpowiedział mu tym samym i z powrotem skupił uwagę na zdezorientowanym prowadzącym.
- Ekhm... Już? Mogę? Okej... - biedak najwidoczniej utracił wątek.Podrapał się za uchem i wziął głęboki oddech. Ta jego luźna postawa nagle wyparowała. Czyżby się bał? Światła reflektorów skupiły się na nim. - Na początku zaczniemy od tych najmłodszych! - jak na zawołanie dwóch dryblasów wprowadziło malutką dziewczynkę. Ubrudzona, odziana w łachmany. Przypominała małą dziwkę. Ci, którzy siedzieli najbliżej, mogli dostrzec zamglone, ciemne oczy. Wzrok człowieka bez duszy czy jakiejkolwiek nadziei na poprawę. I tak kartki z numerkami leciały w górę, gdy podawano odpowiednią kwotę. Czynność ta powtarzała się za każdym razem, gdy na piedestał wchodziło dziecko, kobieta bądź mężczyzna. Licytujących ogarnął szał zakupów. Większość jednak nie opuszczała sali, bo wiedziała ze swoich źródeł, że na samym końcu będzie ukazany najlepszy towar. Tylko kilkoro ludzi nie uczestniczyło w tej pogoni za niewolnikami.Spoglądali na całe to zamieszanie z lekką pogardą. Zaciskali jedynie usta w wąską kreskę i cicho w myślach potępiali to zachowanie.
- Mam wrażenie, że specjalnie to przedłużają - szepnęła dziewczyna o białych jak śnieg włosach siedząca tuż obok panny młodej.
- Mirajane-senpai?! - towarzysz zakrył jej usta.
- Kobieto, no! Przypominam, że jesteśmy tu bardzo znani - syknął.
- G-Gray - sama...
- Mira, co tu robisz? - skierował na nią spojrzenie ciemnych oczu.
- Przyszłam pomóc.
- Jest nas wystarczająco du... - w tym samym czasie na scenę została wprowadzona dziewczyna, na oko 15 lat, o błyszczących, różowych włosach i odzianą w kwiecistą yukatę. Wszyscy wzięli głęboki wdech a gdzieniegdzie dało się słyszeć pogwizdywania.
- To ona! - znikąd pojawiła się czarna kotka.
- Shadow?! - Co oni z nią zrobili? - wyszczerzyła zęby i zasyczała.
- Nie wybaczę - gdyby nie ta ciemność dałoby rade zobaczyć stojącą sierść.
- A oto i gwiazda dzisiejszego spotkania! Jako jedynej pozostawiliśmy imię i nazwisko. Jest wyjątkowa. To księżniczka z prawdziwego zdarzenia! Przedstawiam wam Shion Sonozaki! - co prawda te słowa nie były szczere, ale czego by nie zrobić dla zysku. Jak na zawołanie atmosfera stała się gorętsza.
- Biorę ją!
- Ona jest moja!
- Spieprzać od niej, ja ją biorę!
- Dobrze, dobrze. Spokojnie - próbował uspokoić tłum prowadzący.
- Nawet o tym nie myśl, Gajeel! - powiedzieli jednocześnie Natsu i Lucy.
- Ach ta zgodność... - warknął zbesztany. Już miał zamiar zrobić kolejną rozróbę. Przyjaciele jednak go ubiegli.
A co robił obiekt ich zainteresowania? Stał i rozglądał się w poszukiwaniu drogi ucieczki. A może szukał wśród łakomców swojego wybawcy?
- Zacznijmy licytację! - kartki znowu poszły w górę. Tym razem dołączyli się również ci, którzy siedzieli do tej pory cicho. Kwota za kwotą była przebijana, cena ciągle rosła. Shion ogarnęła niemoc kompletna, nogi miała jak z waty. Nie mogła uwierzyć w to, że nikt nie przyszedł. Do oczu napłynęły jej łzy, gdy Gray - choć nie wiedziała, że to on - podbił cenę do 100 000 klejnotów. Cofnęła się o kilka kroków, a na sali zapadła grobowa cisza przerywana od czasu do czasu odgłosami zdziwienia.
- Tak, już?! Mogę ją zgarnąć dla siebie?! - wykrzyczał w przestrzeń i wstał z fotela. Dziewczynka zaczęła lustrować otoczenie przerażonym spojrzeniem. Podszedł do niej i chwycił za przedramię. - Uspokój się, głupia - warknął jej do ucha i sprowadził ze sceny. Na twarzy wykwitł mu mroczny uśmieszek. Młoda lekko zszokowana uśmiechnęła się promiennie. - Wybacz - z kamienną twarzą wymierzył jej cios w kark i unieruchomił. Przerzucił ją sobie przez ramię. W tym czasie reszta jego znajomych wstała ze swoich miejsc.
- Ej ej! A państwo dokąd?! Jeszcze nie zakończyłem spotkania! - wykrzyczał w ich stronę.
-
I nie musisz... - po słowach różowowłosego na scenie rozległy się dźwięki wybuchów. Jak myślicie, co to było? Bomby? Nie! Natsu wcześniej przygotował kilka lasek dynamitu. Teraz wszyscy usilnie próbowali się dostać do wyjścia. Można ich było teraz porównać do przerażonego bydła. Tratowsli każdego kto im się pałętał byleby ocalić własną skórę. Takich krzyków się nie usłyszy na codzień...
- TO FAIRY TAIL! - ktoś wrzasnął w tłumie.
- No to... Jesteśmy udupieni - skwitował Gajeel.
- WIAAAAAAĆ~! - członkowie gildii rzucili się w stronę drzwi wyjściowych. Z daleka dało się słyszeć okrzyki triumfu, ale najbardziej jedno:
- NARESZCIE KONIEEEC! - domyślcie się, kto mógł być tak głośny. (C:)
Tym ludziom się upiekło. W końcu zadaniem Fairy Tail było uwolnienie dziewczyny z niewoli a nie udupienie tamtych. Prezenter zginął, większości jednak udało się uciec. Szkoda, ale tego się tak łatwo nie wytępi. Nawet oni by sobie z tym poradzili. Pewnie jeszcze nie raz usłyszymy o takich wyczynach!
* * *
- GRAY-SAMA~! - jebnąłem głową w blat barku aż echo poszło. Ledwo zdążyłem odpocząć a ta mi już dupę zawraca. Jęknąłem załamany i obejrzałem się za siebie. Juvia wparowała do budynku gildii z gazetą w ręku. - Gray-sama, spójrz! - przystawiła mi do oczu pogniecioną prasę. Wziąłem to od niej.
- Po ki czort mi to...?
- Porównali nas do małżeństwa!
- ŻE CO?!?! - zacząłem wertować tekst.
- J-Juvia-san, krwawisz z nosa... - jak jeden mąż odwróciliśmy się w stronę Shion.
- Miałaś nie wstawać - tak, martwiłem się o nią. Problem?
- Nie będę odprawiała wiecznie fotosyntezy - jej ton głosu był całkiem poważny. Co prawda nie wyglądała już źle, ale nadal nie przytyła odpowiednio dużo, by móc normalnie funkcjonować.
- Juvia-san!
- Juvia i Gray-sama parą. KYAAAA~!
- Ona jest straszna - biedna młoda schowała się za Erzą. Nie miałem wątpliwości, że Juvia fantazjuje. W jej wzroku łatwo dostrzegałem serduszka, a rumieńce i ślina cieknąca po brodzie świadczyła o jednym. Było to coś zboczonego. Co najmniej...
- Shion, uciekaj zanim ci mózg zryje! - nie mogłem się powstrzymać.
- Hę? - dlaczego inni byli tak cicho?!
- Juvia myśli o czymś perwersyjnym. Jesteś jeszcze taka młoda! Uciekaj zanim cię zarazi! - specjalnie użyłem dramatycznego. Kątem oka widziałem jak Mirajane śmieje się pod nosem i męczy biedną szklankę. Pierwsze co zobaczyłem w oczach Shion to przerażenie. Chwile później unosił się tylko w miejscu, gdzie stała, kurz.
- Ta to ma tępo - no proszę proszę... Nawet Laxus się pofatygował.
- Gray-sama przeczytał?
- A już już... - odnalazłem fragment. - Dłuższy być nie mógł? - spiekłem buraka, zgniątłem gazetę i dałem Natsu do podpalenia. Ten zamiast to zrobić, również przeczytał. - Zapałko pieprzona, nie czytaj! - rzuciłem się na tą chodzącą pochodnię. On się tylko śmiał. Ale nie tylko on. Wszyscy.
- Ej, a ten dopisek? "Ciekaw jestem, kiedy prawdziwy ślub!"
- Ty...
- SPOKÓJ! - Mistrz. Moja reakcja? O cholera... - Wszyscy wychodzą. Zotaje tylko Gray i ja - widząc brak reakcji z ich strony, Mistrz jeszcze raz podniósł głos. - JUŻ!! - to chyba jakoś poskutkowało, bo ulotnili się w trzy minuty. Nie wiem jak inni, ale ja prawie mdlałem ze strachu. Doskonale zdawałem sobie sprawę, jaki temat chce poruszyć. Usiadłem na blacie, bo nic innego mi nie zostało. I tak jestem udupiony na maksa.
- Mistrzu?
- Źle zrobiłeś, przyprowadzając ją tu.
- Ej! Tak z gruchy ni z pietruchy mi to mówisz?! - dlaczego? Co jest w tym złego? To przecież tylko dziecko! - Trochę szacunku, młody! - P-przepraszam... - Ona sprowadzi na nas problemy - zdumiała mnie powaga Mistrza. Co prawda nic o niej nie wiem, ale skazywać ją tylko dlatego, że on tak mówi? Na samą myśl o tym gotowało się we mnie. Trzeba jednak zachować spokój.
- Co...
- Nie przerywaj mi - jak ja kocham, gdy ktoś mnie opieprza samym wzrokiem. Odwróciłem wściekłe spojrzenie na najbliższą ścianę. Już się więcej nie odezwę! - Próbowałem się o niej czegoś dowiedzieć - tu Mistrz zrobił małą przerwę. Jak mnie to do szału doprowadza! - Jej wioska została zaatakowana przez Acnologię. Jak myślisz, czemu zostawił ją przy życiu?
- Jest mu potrzebna - szepnąłem ze zgrozą.
- Jemu albo Zerefowi. I tak na jedno wychodzi... Gray - spojrzałem mu prosto w oczy. Nie wiem, jak moje wyglądały, ale on był szczerze przerażony. - Twoim zadaniem jest ją zabić - te słowa są jak chłosta bądź kubeł zimnej wody. Myśli cisnęły mi się na język. Tak trudno było powstrzymać tą frustrację.
- NIE PIERDOL! TO PO JAKĄ JĄ CHOLERĘ RATOWAŁEM?!
- Koniec tematu.
- Mistrzu! Co z tobą?!
- Gray - jego ton mnie zadziwiał. Od kiedy jest taki pozbawiony wszelkich emocji? To tak, jakby ktoś rzucił na niego czar nie do zdarcia. - Shadow też możesz się pozbyć. Śmierdzi czarną magią - odwrócił się w stronę drzwi i wyszedł. Tak po prostu. Pozbawił mnie jakiejkolwiek możliwości odmowy. Zacisnąłem, sfrustrowany, dłonie w pięści. Wszystko miało pójść na marne z takiej błahostki? Przecież ktoś mógł ją uratować!
- Nosz kurr... - walnąłem głową o słup. - I co ja teraz zrobię? - jęknąłem.
* * *
Dum dum dum... Przepraszam, że taki beznadziejny ;____; Jeśli są jakieś błędy to wybaczcie... Nie chciało mi się sprawdzać :c
Wasze 150 cm czystego zła i służebnica szatana - Sonozaki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz