Niestety aktualnie rozsypuję się na milion kawałków. Ja, moje uczucia i psychika. Nic mi już nie pomoże. No chyba, że Sakura mi wybaczy choć w to wątpię. Uderzenie w twarz to jest poniżenie czyjejś godności. Tego nie można usprawiedliwić. Właściwie, to jakim cudem ja stałam na nogach?
Patrzyłam, jak Mikołaj podchodzi do barierki i opiera na niej swoje ręce. Nie uszło mi również to, że lustrował zawzięcie niebo w poszukiwaniu czegoś, o czym ja nie miała zielonego pojęcia. I znowu poczułam tą wszechogarniającą wściekłość. Od zazdrości nie cierpiałam bardziej, gdy coś było przede mną ukrywane. Wtedy to mogłam pozbawić kogoś nawet płodności. I nie mówię tu tylko o chłopcach. Kobiet też to się tyczy. Zacisnęłam dłonie w pięści.
- Podejdź tu - jego ton głosu - w ogóle barwa - sprawiła, że zaczęłam się grubo zastanawiać, czy to aby na pewno dobry pomysł. Coś mi tu śmierdziało i to bardzo... Jakiś cichy alarm uruchomił się w moim mózgu ostrzegając, że to może się źle skończyć. Czekajcie, co ja wygaduje?! Przecież to Mikołaj, mój najlepszy przyjaciel od urodzenia! Nic mi przecież nie zrobi! Och, jak bardzo się myliłam.
Podeszłam niepewnie do niego z ciężko bijącym sercem. Każda komórka mego ciała szeptała, bym zawróciła. Ja oczywiście nigdy nie słuchałam się intuicji.
- Coś się stało? - stanęłam obok niego i nim się obejrzałam, już ściskał place na mojej koszulce i przerzucał mnie przez barierkę. Źrenice rozszerzyły mi się w niemym zdumieniu i adrenalina uderzyła do mózgu. Chciałam się szarpać, ale wisiałam kilkanaście metrów nad ziemią i mogło to się skończyć upadkiem i śmiercią. A przecież ja nie miałam ochoty jeszcze opuszczać świata żywych. Próbowałam otworzyć usta, lecz strach zawiązał mi wargi. Utraciłam możliwość krzyczenia o pomoc. Zginę tu, bo mojego przyjaciela coś opętało.
Widziałam jak jego mięśnie naprężają się pod moim ciężarem. Normalny człowiek nie wytrzyma tak długo. Pozostało mi tylko patrzenie na niego błagalnie. Drugą wolną ręką odgarnął mi włosy z twarzy i przyłożył palce do miejsca, gdzie miała się znajdować blizna, o której wcześniej mówił.
- Amnezja... - dziwne... Do jego oczu napłynęły łzy. Wydawał się czymś bardzo poruszony.
- Hę? - kompletnie nie rozumiałam o czym on pieprzy. Jeszcze większy mętlik powstał w mojej głowie i powoli gubiłam się we wszystkim. - M-Mikołaj, puść mnie - zostałam zignorowana. On wlepiał we mnie maślany wzrok i rozluźnił uścisk.
- Myślałem, że nie żyjesz. Heichou mówił, że umarłaś w jego ramionach... - jeszcze bardziej rozluźnił uścisk.
- Zwariowałeś?! Mikołaj, puść mnie! Jaka Amnezja, o czym ty mówisz?! - zaczerpnęłam powietrza w usta. - To ja, Ilona! MIKOŁAJ! - coś w jego oczach zamigotało.
- Jeśli jesteś Amnezją to przeżyjesz ten upadek - warknął i mnie puścił. Na chwilę zawisłam w powietrzu, by później pędzić ku ziemi z zawrotną prędkością. Słychać było tylko mój cichy krzyk. Nawet wiatr nie śmiał się odezwać. Spadałam ku betonowi w nienaturalnej atmosferze. Jakby cały świat się zatrzymał. Przed oczami przeleciało mi całe moje krótkie życie. Zdążyłam zaledwie raz pójść na lekcje w liceum. Co za pech. Nigdy nie miałam chłopaka ani prawdziwych przyjaciół. Niefortunnie. Samotność doskwierała mi na każdym kroku. Nawet ci, których darzyłam jakimś specjalnym uczuciem, porzucili mnie w ostatniej chwili. Mikołaj to zabójca z piekła rodem, Sakura zazdrosny sukinsyn, Irina zwykła suka, a rodzice się mną nie interesowali. Gdybym miała choć chwilkę czasu, na pewno zastanowiłabym się głębiej nad własną osobą, ale nie było kiedy. Te kilka sekund, które były mi przeznaczone, minęły jak z bicza strzelił. Ale upadek nie nastąpił. Nie słyszałam trzasku pękających kości. Po prostu leciałam dalej, tym razem wolniej. Nie wiedziałam też, że tak mocno ściskam palce na tyle głowy. Standardowa reakcja. Głupia ja pewnie myślała, że to mnie uratuje. Stanęłam w powietrzu.
Nigdy nikt mi nie uwierzy w to, co wtedy zobaczyłam. Zniknęła szkoła, drzewa a w ich miejsce weszła różowa barwa. Znajdowała się wszędzie i emitowała jasne światło, które mnie oślepiało. Gdy spojrzałam w górę, było to samo. Co innego działo się na dole. Tam jarzyło się coś ogromnego. Wielka żarówka? A może lampa? Nie, to ogień! Tak naprawdę to żadna z wyżej wymienionych rzeczy. Świeczki, dużo świeczek. Ujrzałam je dopiero, gdy moje buty stuknęły o białą posadzkę wyłożoną płytkami. Sprawiały, że od gorąca, które wytwarzały, pot spływał po moich plecach i brzuchu. Każda kropla wody w moim ciele gotowała się od tej temperatury. Do tej pory myślałam, że jest to bardzo realistyczny sen. Zemdlałam podczas lotu i teraz leżę na zimnym chodniku, a w okół mojego truchła rozlewa się krew tworząc przy tym ogromną kałużę. Dopuszczałam nawet do siebie opcję, że właśnie teraz spotkam się z aniołem, który mi powie, iż nie trafię do nieba, lecz czeka mnie życie w piekle. Taki los przecież spotykał niewiernych. I niczego innego nie oczekiwałam. Nigdy przed nikim nie ukrywałam faktu, że jestem niewierzącą. Moje podejście do świata nie pozwalało mi na ujrzenie tego, co boskie.
A jednak to nie było to. Wszystko wydawało się zbyt realne. Przyglądałam się każdemu szczegółowi z uwagą na wszelki wypadek, by niczego nie pominąć. Nawet sprawdzałam, czy dłoń przypadkiem nie przechodzi przez świeczki. Właśnie w ten sposób wywróciłam jedną i wokół rozniosło się echo opadanego przedmiotu. Odskoczyłam jak oparzona.
- Ładnie to tak psuć wystrój, Ilonko? - odwróciłam się szybko w stronę miejsca, z którego nadszedł głos. I kogo zobaczyłam?
- Mikołaj - zacisnęłam mocno dłonie w pięści i spiorunowałam go wzrokiem. Już otwierałam usta, by go opierdolić, ale uprzedził mnie.
- Żadnych pytań - przykleił sobie ten uroczy uśmieszek. - Jesteś postawiona w sytuacji bez wyjścia, zdana na moją dobrą wolę. Czyli mogę ci wytłumaczyć lub nie.
- Nie musisz mówić do mnie jak do głupiej blondynki - warknęłam.
- Och, serio? - przechylił głowę w prawo. - Bo nie wyglądasz na mądrą osobę. Twoje myśli też nie są za bystre. Tak, dokładnie. Wiem, co chcesz powiedzieć, co ci teraz chodzi po tej pustej głowie - wyszczerzył tu ząbki i rozłożył ręce na boki. Wyglądał przy tym jak bóstwo.
On mnie zabije...
- Nie zabiję cię. Nie mam ku temu powodów - podskoczyłam w miejscu. On naprawdę wiedział o wszystkim, co się działo w moim mózgu. Przełknęłam ślinę przerażona. Maślany wzrok odpadał, więc co mogłam zrobić? - Zastanawiam się, czy warto cię we wszystko wtajemniczyć, ale skoro twoje ciało zaczęło się mieszać z ciałem Amnezji to nie mam za bardzo wyboru - pstryknął palcami i przede mną pojawił się wysoki mężczyzna o ciemnych włosach i takich samych oczach. Był ubrany w czarne spodnie i bezrękawnik w podobnym kolorze. Tam, gdzie powinny być rękawy kurtki, wystawały pobrudzone krwią bandaże. Buty na wysokiej podeszwie dodawały mu kilku centymetrów wzrostu.
Starałam się nie patrzeć na niego. Gdybym spojrzała i zaczęła się przyglądać każdemu szczegółowi na pewno nie potrafiłabym przestać. Tajemniczość otaczała go z każdej strony. Aż trudno mi teraz uwierzyć, że to mój przyjaciel. Posiadał tą niesamowitą aurę niebezpiecznego człowieka, która przyciągała kobiet. - Ho... A byłem święcie przekonany, że zaraz usłyszę nawałnicę pytań: Jak? Czemu? Kim ty właściwie jesteś? - idealnie naśladował ton mojego głosu. Nie byłam świadoma tego, jak bardzo był uzdolniony pod takimi względami. Zacisnęłam mocno zęby i łypnęłam na Mikołaja spod byka. Dostrzegłam wtedy u niego dziwny błysk w oku.
- Jedyne o czym teraz marze, to wpierdolenie ci tak, że rodzona matka cię nie pozna - zaśmiał się gorzko.
- Moja matka nie żyje od kilku lat. Sam ją zabiłem - zrobiłam krok do tyłu. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam. On z a b i ł? Zabrzmiało to bardzo nienaturalnie. A może właśnie teraz ukazywała mi się ciemna strona Mikołaja?
- To troll, prawda? Robisz sobie żarty! - zaczął bić brawa i wybuchnął śmiechem. Ja tylko stałam i się gapiłam jak głupia. On... przez cały czas grał? Zazgrzytałam zębami.
- Brawo, Ilonko - na twarzy wykwitł mu ten śliczny uśmieszek a w oczach znowu pojawiły się ogniki wesołości. Podszedł do mnie spokojnie i objął w talii. Nim zdążyłam zareagować, dotknął ustami moich warg i pogłaskał po policzku. Byłam tak zszokowana, że nie dałam rady poruszyć nogami i rękoma, by odepchnąć go od siebie. Tak właściwie to nie chciałam, by odchodził. Co z tego, że miał dziewczynę? Liczyło się tu i teraz. Jaką ja wtedy byłam egoistką... Uspokoiłam galopujące serce i stałam tak w miejscu nie pochylając w żadną ze stron. Nawet nie wiecie jak dobrze postąpiłam.
Mikołaj zniknął po chwili. Po prostu rozmył się jak para wodna. I gdzie się znalazł? Za mną, a jak! Nachylił się do ucha i szepnął: - Zachowaj spokój, mamy gościa.
- Widzę, że świetnie się beze mnie bawicie - ktoś mi powie, co tu robił Sakura?! Pojawił się znikąd tak samo jak mój dotychczasowy towarzysz. Zaczynałam się powoli denerwować tym wszystkim. Może by mi łaskawie wytłumaczyli o co w tym wszystkim chodzi?
- Zapomniałeś, że masz dziewczynę, Sakura?
- A ty? - tu różowowłosy uniósł wysoko brew. Mikołaj prychnął i przygarnął mnie do siebie. Traktował mnie jak marionetkę... Czyżby naprawdę liczył na wpierdol?
- Ale ja tylko przytulam Ilo... - jak to jest, że nie zauważyli jak bardzo trzęsłam się ze wściekłości? Czułam się ignorowana. Żeby zwrócić na siebie uwagę zwyczajnie, od niechcenia, uderzyłam pana M. Pod brodą. Coś chrupnęło (mam nadzieję, że to nie moje kości) i chłopak zatoczył się do tyłu z cichym jęknięciem. - Oszalałaś, kobieto?! - Sakura stał jedynie z otwartymi ustami.
- Zamiast prowadzić tą durną konwersację moglibyście mnie stąd łaskawie wyprowadzić - warknęłam i spiorunowałam każdego z nich wzrokiem. Wyższy z nich musnął palcami moją dłoń. Odwróciłam się twarzą do Sakury z lekkim zdziwieniem wymalowanym w oczach.
- Jeśli nie wybuchniesz tak jak chwilę temu, to jasne - nadal miał to zamglone spojrzenie. Wyglądał na osobę, która wiecznie się czymś martwiła a to do niego nie było podobne.
- Zgoda - mruknęłam pod nosem i pokręciłam chwilę nadgarstkiem. Na całe szczęście nic mi się nie stało. Czyli przestawiłam Mikołajowi szczękę?
- Ała! Za co?!
- Za to, że żyjesz - wyszczerzyłam ząbki.
- No dzięki... - zostałam pociągnięta za rękę.
- Nie mamy czasu na pogaduszki - chciałam powiedzieć, że czas zawsze się znajdzie, ale coś w głowie mi krzyczało, by dać sobie spokój. Pozostało mi tylko myślenie nad tym, gdzie oni mnie ciągną.
* * *
*fanfary* Proszę, i oto jest rozdział. Jeśli są jakieś błędy to przepraszam. Jestem zbyt leniwa, by poprawiać ;_;
Liczę na to, że zacznie ktoś w końcu komentować xd *liczy na niemożliwe*
Następny rozdział będzie o Gruvii i w międzyczasie napiszę one-shot'a yaoi na moim nowym blogu : 3
Wasze 150 cm czystego zła i służebnica szatana - Sonozaki~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz