by atena

piątek, 7 lutego 2014

LEMoniada - opowiadanie na konkurs


 Nieprzeczuwający, że wkrótce zdarzy się coś dziwnego Christian leżał sobie na kanapie i przerzucał kanały w telewizji naciskając tylko jeden guzik na pilocie. Od czasu do czasu zmieniał tylko trochę pozycję, by któraś część ciała przypadkiem nie zdrętwiała. Nie przestawał przy tym patrzeć znudzonym wzrokiem na obrazy przelatujące w tym sporawym pudełku. Zdążył wcześniej posprzątać całe mieszkanie, zmyć naczynia i wyprowadzić psa sąsiadki. Za tę ostatnią czynność otrzymał spore wynagrodzenie. 
  Gdy znudziło mu się bezczynne leżenie, wstał i podszedł do okna. Westchnął cicho, odchylił nieznacznie zasłony, po czym wyjrzał na zewnątrz. Żywej duszy tam nie znalazł, więc wrócił na dotychczasowe miejsce i zaczął patrzeć w biały jak śnieg sufit.
- Co by tu zrobić? - mruknął do siebie pod nosem i zasłonił oczy dłonią. Chłopak nie był osobą lubiącą leniuchować. Myślał więc intensywnie nad znalezieniem sobie zajęcia, marszcząc przy tym brwi. Między nimi powstała malutka zmarszczka. Jak na zawołanie zadzwonił telefon leżący obok kanapy. Zerwał się do siadu i sięgnął po niego, zapominając o spojrzeniu na ekranik.
- Tak?
- No cześć! - Christian automatycznie stracił cały entuzjazm i chęć robienia czegokolwiek, gdy tylko usłyszał głos Dina – swojego najlepszego przyjaciela – po drugiej stronie. Osunął się po oparciu i potarł noc dwoma palcami.
- Co się znowu stało? - zapytał się zrezygnowanym tonem. Wzniósł oczy ku górze, bo już się domyślał, co takiego chciał od niego.
- Przychodź jak najszybciej! Mam ci coś do pokazania! - nie minęło pięć sekund, a rozmowa została zakończona. Biedny Christian nie miał nawet okazji, by w jakiś sposób zaprotestować. Położył telefon obok siebie. Nie miał wyboru. Trzeba się ubrać, pójść tam i załamywać się kolejnym nieudanym wynalazkiem. Wstał z ociąganiem, ubrał buty, zarzucił bluzę z kapturem na ramiona i spokojnym krokiem ruszył do domu przyjaciela. Obserwował po drodze liście powoli opadające na ziemię, wsłuchiwał się w śpiew ptaków i cieszył się ostatnimi chwilami spokoju. Gdy stanął przed drzwiami mieszkania o ścianach koloru przypominającego niezapominajki, wziął głęboki oddech, po czym położył dłoń na klamce. 3... 2... 1... Wszedł do środka. Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, to coś przypominającego robota. Został on ustawiony na środku salonu. Przekonany, że nic z tego nie wyjdzie, powiedział:
- To nie zadziała - patrzył się ze zgrozą na stojącą przed nim maszynę przypominającą człowieka. Dla niego były to tylko nic nie warte, poskręcane śrubami metalowe blachy przeznaczone na recykling, ale jego przyjaciel - konstruktor maszyny - uważał inaczej. Widział w tym idealnego robota. A co najgorsze... - Stary, mówię ci, będą z tego powodu kłopoty! Poza tym skąd wiesz, że twojej mamie to się spodoba?! - wskazał przy tym ręką na wspomnianą rzecz. Miał zamiar dać to osobie, która go wychowała na urodziny! Czymże ona sobie na to zasłużyła?
- Już go sprawdzałem! - odrzekł z dumą w głosie. - Działa bez zarzutu. Wszystkie usterki usunąłem. A której zapracowanej dorosłej kobiecie nie przyda się taki pomocnik w domu? - zerknął kątem oka na przyjaciela. - Nie bój się tak, Christian! - uderzył go otwartą dłonią w plecy w geście pokrzepienia. Ten, zamiast okazać jakikolwiek entuzjazm, przejechał palcami po twarzy.
- Pamiętasz ostatnią akcję z lalką dla mojej kuzynki? - wycedził przez zaciśnięte zęby.
Chłopak pokiwał głową.
- Sisi to był zwykły niewypał...
- NIEWYPAŁ?! - spojrzał się na niego spode łba. Krew powoli zalewała Christiana. - Tym "zwykłym niewypałem" nazywasz lalkę zdolną do wysadzenia dużego domku jednorodzinnego?! Przypominam ci, że dorobiłeś do jej asortymentu prawdziwe strzelby. O mało nie zabiła mi rodziców! - zrobił tu chwilę przerwy na oddech. Odliczał nawet do dziesięciu, by opanować rozdrażnienie, ale nie wyszło mu to najlepiej. Za to stojący obok niego przyjaciel przybrał obronną minę zbitego psiaka i maślanymi oczkami próbował jakoś załagodzić sytuację.
- Dino, ja wychodzę! Nie przyłożę do tego ręki! - obrócił się na pięcie i skierował w stronę wyjścia. Miał co do tego wynalazku złe przeczucia.
- C-Christian!! - złapał go za rękę i pociągnął w swoją stronę. - Dajże spokój! Od tamtego wydarzenia minęło pół roku. Poprawiłem się!
- Jakoś ci nie wierzę - wyszarpnął się z lekkim trudem z uścisku i zrobił krok w kierunku drzwi. Obejrzał się przy tym za siebie i po raz kolejny zlustrował spojrzeniem to coś. Skutecznie unikał jednak zawiedzionej pary czekoladowych tęczówek. Obawiał się, że nagle zaczną go dręczyć wyrzuty sumienia.
- Jak go nazwałeś? - Dino znany był z tego, że każdej lalce, którą stworzył, nadawał imiona, bo jego zdaniem wszystkie przedmioty podobne do człowieka powinien mieć identyczne prawa. Christian zawsze się z tego wyśmiewał, ale do tej pory próbował wytłumaczyć przyjacielowi, że to nie żyje, nie oddycha i nie myśli, tylko posiada wbudowany przez niego samego procesor odpowiedzialny za wszystkie funkcje. Dino jednak nie był zbyt bystry i nie docierały do niego słowa przyjaciela.
Zapytany uniósł wysoko brwi.
- Wyrosłem z tego.
- Zaraz, zaraz! Zmieniłeś swoje poglądy?! - odwrócił się szybko twarzą w jego stronę. Aż trudno mu było uwierzyć w coś tak niedorzecznego. Najwidoczniej nie znał aż tak dobrze młodego konstruktora.
- Już dawno. Dzięki, że we mnie wierzyłeś przez cały czas - wywrócił przy tym oczami i zaczął grzebać przy przełącznikach. Co chwilę dochodziły do Christiana ciche piknięcia. Znowu zaczęła w nim rosnąć obawa, że wydarzy się coś złego od tego wiecznego poprawiania.
- Nie ma za co - odpowiedział lekko zmieszany. Postanowił jednak zostać i dotrzymać przyjacielowi towarzystwa. Ostatnie, czego mu teraz brakowało do szczęścia, to obrażonego Dino. Podszedł więc bliżej i patrząc mu przez ramię, przyglądał się zręcznym palcom poruszającym się od pokrętła do pokrętła i wciskającym odpowiednie guziki. Przyjrzał się również twarzy zapracowanego chłopaka. Spodziewał się ujrzenia malutkich zmarszczek w kącikach oczu bądź między brwiami. Niczego takiego jednak nie dostrzegł.
- Skończyłem! - przeciągnął się i ziewnął przy okazji. Christian cofnął się o krok, by nie nadziać się na łokieć Dina. Istniało takie ryzyko, bo był on dużo niższy od konstruktora. - No to bierzemy się do roboty! - zatarł dłonie i przytrzymał palec przez kilka sekund na włączniku.
Po chwili do uszu obu chłopców dotarły ciche szumy, postukiwania i skrzypienie lekko zardzewiałych stawów robota. Może nie poruszał się on tak zwinnie i płynnie jak ludzie, ale niewątpliwie zaliczał się do tych dobrze funkcjonujących maszyn zrobionych przez amatorów. Trudno było osiągnąć taki efekt nawet najlepszym.
Christian rozwarł usta w niemym zdziwieniu. Mógłby się nawet tym zachwycić, gdyby nie to, że przez cały czas intuicja mówiła mu najgorsze: Zaraz coś się wydarzy, uciekaj stąd! Chłopak gwizdnął przeciągle.
- No dobra, chodzić potrafi, ale co z resztą? Istnieje coś takiego jak gotowanie, sprzątanie, pranie, odkurzanie i wiele innych prac domowych - Dino zakrył mu dłonią usta, nim zdążył wymówić ostatnią sylabę. Dłonie mu drżały, a źrenice stały się większe pod wpływem adrenaliny.
- Ten tam - wskazał głową na maszynę - Rozumie nas doskonale, ale ma jedną wadę. Ulega przegrzaniu, gdy usłyszy za dużo czynności do wykonania. Rozpoznaje zadania między wierszami i chce je natychmiast wykonać - wziął głęboki oddech. - Obawiam się, że jest już jednak za późno i czekają na nas niemałe kłopoty - rzekł z powagą.
Jak na zawołanie z kontrolki umieszczonej na plecach zaczął wydobywać się dym. Śmierdziało spalenizną. Christian wskazał palcem na robota.
- Czy chcesz mi powiedzieć, że właśnie w tej chwili ten blachogłowy grozi, no nie wiem, wybuchem?!
- Co najmniej - chwycił oniemiałego przyjaciela pod ramię. - Lepiej stąd wyjdźmy.
Tuż po tych słowach nad ich głowami przeleciały ostre jak brzytwa noże i z cichym stukotem wbiły się w ścianę, na której były umieszczone drzwi. Z czystym przerażeniem w oczach obejrzeli się na robota. Był on zwrócony do nich tą częścią głowy, gdzie powinna znajdować się twarz.
- No to chyba nie opuścimy tego miejsca zbyt łatwo.
- Może nawet wcale nam się to nie uda - Dino jeszcze bardziej pogrążył niższego kolegę.
- Co?! - uchylili się przed kolejnym atakiem. Tym razem w ich stronę poleciały widelce. Zajęły należne im miejsca obok noży. Patrzyli, jak stojące im naprzeciw zagrożenie wygrzebuje z szafki malutki odkurzacz i bierze powoli zamach, by następnie cisnąć nim w zszokowanych nastolatków. Schowali się więc czym prędzej za kanapę stojącą niedaleko. - I co teraz, geniuszu?
- Trzeba go wyłączyć - wyjrzał na chwilę zza krawędzi mebla i zmarszczył brwi. Poruszając się bardzo powoli, maszyna zbliżyła się do kominka i teraz uderzyła pięścią w cegły. Rozległ się przerażający huk metalu niszczącego jedną z ozdób mieszkania. Materiał posypał się na podłogę a z pięści, nawet z tak dużej odległości, można było dostrzec ulatującą się parę. - Chyba uszkodził sobie jeden ze stawów.
- To dobrze czy źle?
Dino wzruszył ramionami.
- Z naszej perspektywy nie robi to żadnej różnicy. I tak jesteśmy w nie lada kłopotach - schował się z powrotem za oparciem. Łup, łup, łup. Robot chyba zauważył chłopaka, gdy ten nieuważnie znowu się ukrył i teraz niespiesznie zbliżał się w ich stronę.
- Wyłącz go, matole!
- To poczekaj tu w takim razie! - wyższy z nich wyskoczył zza kanapy wydając z siebie nieartykułowany okrzyk. Christian siedział cały czas w tym samym miejscu z podkulonymi kolanami pod brodę i modlił się do Boga o przetrwanie tego horroru. On wiedział, że tak to się skończy. Dlaczego wcześniej się stąd nie wyniósł, gdy nadarzyła się okazja?! Do jego uszu docierały dźwięki wydawane przez przyjaciela próbującego ujarzmić potwora. Wyobrażał sobie najgorsze rzeczy. Oczyma wyobraźni widział rozpłaszczonego na ścianie chłopaka, jego krew zdobiącą pobliskie meble i ozdoby oraz stojącego nad nim kata.
Był tak zajęty własnymi wyobrażeniami, że nie spostrzegł, gdy wszystko się skończyło szybciej niż zaczęło. Cień przysłonił jego drobną postać i po chwili patrzył na uśmiechniętą twarz przyjaciela. - I po wszystkim.
W tym momencie drzwi otworzyły się na oścież i do środka weszła mama Dina.
- A co tu się stało?! - krzyknęła, nie umiejąc ukryć zdenerwowania.
Wnętrze nie wyglądało najlepiej. Wszędzie leżał gruz, potłuczone talerze, figurki, wazony, pogięte sztućce. Nawet jedna ściana została osmolona. Pośrodku tego całego chaosu stał samotny robot. Głowa zwisała mu bezwładnie. Reszta ciała wyglądała tak, jakby zastygła nagle w ruchu. Jedynym ocalałym przedmiotem była kanapa.
- Cześć mamo! - Dino pokazał swoje ząbki. Próbował pewnie uspokoić jakoś zdenerwowaną kobietę.
- Żadne "cześć". Jak wrócę z kawiarni, to chcę widzieć tu porządek! - Christian dostrzegł na jej skroni niebezpiecznie pulsującą żyłkę.
Trzasnęła drzwiami. Niefortunnie wyleciały one z zawiasów i nie minęła sekunda, gdy do chłopców dotarł cichy okrzyk. Christian wstał i otrzepał spodnie z pyłu. Przyglądnął się przy tym szkodom.
- Wiesz, chyba się nie wyrobimy...
- I właśnie dlatego proponuję odwrót!
Obaj jak na zawołanie pobiegli w stronę tylnych drzwi prowadzących do ogrodu i zostawili za sobą ten cały bałagan oraz robota. W tym czasie żelazne palce poruszyły się nieznacznie i maszyna z powrotem ożyła.
- D I N O... - mechaniczny głos rozbrzmiał w zrujnowanym mieszkaniu i z ociąganiem ruszyła za chłopakami.


* * *
KONIEC
Nie wiem, czy was to satysfakcjonuje, ale macie kolejne opowiadanie z konkursu. Namęczyłam się przy nim ;_; Jest mi on obojętny ;-; Hm... Co byście powiedzieli na to, by zaczęła pisać w formie dramatu? Chciałabym wypróbować coś takiego, bo pani powiedziała, że mi to świetnie wyjdzie >////< 







 

2 komentarze:

  1. Przepraszam, że piszę ci to w takim miejscu, ale niestety musiałam usunąć FB poprzez pewną moją koleżankę. Himi wszystko wie, ona wam opowie. Po prostu zapytajcie ją o zdjęcia. Przepraszam, kociaki, może kiedyś wrócę. Wasza niewyżyta Yaoistka
    ~Plaga-Chan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz wszystko wiem, Plaga. Nie zmienia to faktu jednak, ze moglas cos wczesniej napisac. martwilam sie. BARDZO. Zaloz gg, cokolwiek, bo chce pogadac ;-;

      Usuń