Nieprzeczuwający, że wkrótce zdarzy się coś dziwnego Christian leżał sobie na kanapie i przerzucał kanały w telewizji naciskając tylko jeden guzik na pilocie. Od czasu do czasu zmieniał tylko trochę pozycję, by któraś część ciała przypadkiem nie zdrętwiała. Nie przestawał przy tym patrzeć znudzonym wzrokiem na obrazy przelatujące w tym sporawym pudełku. Zdążył wcześniej posprzątać całe mieszkanie, zmyć naczynia i wyprowadzić psa sąsiadki. Za tę ostatnią czynność otrzymał spore wynagrodzenie.
Gdy znudziło mu się bezczynne leżenie, wstał i podszedł do okna. Westchnął cicho, odchylił nieznacznie zasłony, po czym wyjrzał na zewnątrz. Żywej duszy tam nie znalazł, więc wrócił na dotychczasowe miejsce i zaczął patrzeć w biały jak śnieg sufit.
-
Co by tu zrobić? - mruknął do siebie pod nosem i zasłonił oczy
dłonią. Chłopak nie był osobą lubiącą leniuchować. Myślał
więc intensywnie nad znalezieniem sobie zajęcia, marszcząc przy
tym brwi. Między nimi powstała malutka zmarszczka. Jak na zawołanie
zadzwonił telefon leżący obok kanapy. Zerwał się do siadu i
sięgnął po niego, zapominając o spojrzeniu na ekranik.
-
Tak?
-
No cześć! - Christian automatycznie stracił cały entuzjazm i chęć
robienia czegokolwiek, gdy tylko usłyszał głos Dina – swojego
najlepszego przyjaciela – po drugiej stronie. Osunął się po
oparciu i potarł noc dwoma palcami.
-
Co się znowu stało? - zapytał się zrezygnowanym tonem. Wzniósł
oczy ku górze, bo już się domyślał, co takiego chciał od niego.
-
Przychodź jak najszybciej! Mam ci coś do pokazania! - nie minęło
pięć sekund, a rozmowa została zakończona. Biedny Christian nie
miał nawet okazji, by w jakiś sposób zaprotestować. Położył
telefon obok siebie. Nie miał wyboru. Trzeba się ubrać, pójść
tam i załamywać się kolejnym nieudanym wynalazkiem. Wstał z
ociąganiem, ubrał buty, zarzucił bluzę z kapturem na ramiona i
spokojnym krokiem ruszył do domu przyjaciela. Obserwował po drodze
liście powoli opadające na ziemię, wsłuchiwał się w śpiew
ptaków i cieszył się ostatnimi chwilami spokoju. Gdy stanął
przed drzwiami mieszkania o ścianach koloru przypominającego
niezapominajki, wziął głęboki oddech, po czym położył dłoń
na klamce. 3... 2... 1... Wszedł do środka. Pierwsze, co rzuciło
mu się w oczy, to coś przypominającego robota. Został on
ustawiony na środku salonu. Przekonany, że nic z tego nie wyjdzie,
powiedział:
-
To nie zadziała
- patrzył się ze zgrozą na stojącą przed nim maszynę
przypominającą człowieka. Dla niego były to tylko nic nie warte,
poskręcane śrubami metalowe blachy przeznaczone na recykling, ale
jego przyjaciel - konstruktor maszyny - uważał inaczej. Widział w
tym idealnego robota. A co najgorsze... - Stary, mówię ci, będą z
tego powodu kłopoty! Poza tym skąd wiesz, że twojej mamie to się
spodoba?! - wskazał przy tym ręką na wspomnianą rzecz. Miał
zamiar dać to osobie, która go wychowała na urodziny! Czymże ona
sobie na to zasłużyła?
-
Już go sprawdzałem! - odrzekł z dumą w głosie. - Działa bez
zarzutu. Wszystkie usterki usunąłem. A której zapracowanej
dorosłej kobiecie nie przyda się taki pomocnik w domu? - zerknął
kątem oka na przyjaciela. - Nie bój się tak, Christian! - uderzył
go otwartą dłonią w plecy w geście pokrzepienia. Ten, zamiast
okazać jakikolwiek entuzjazm, przejechał palcami po twarzy.
-
Pamiętasz ostatnią akcję z lalką dla mojej kuzynki? - wycedził
przez zaciśnięte zęby.
Chłopak
pokiwał głową.
-
Sisi to był zwykły niewypał...
-
NIEWYPAŁ?! - spojrzał się na niego spode łba. Krew powoli zalewała
Christiana. - Tym "zwykłym niewypałem" nazywasz lalkę
zdolną do wysadzenia dużego domku jednorodzinnego?! Przypominam ci,
że dorobiłeś do jej asortymentu prawdziwe strzelby. O mało nie
zabiła mi rodziców! - zrobił tu chwilę przerwy na oddech.
Odliczał nawet do dziesięciu, by opanować rozdrażnienie, ale nie
wyszło mu to najlepiej. Za to stojący obok niego przyjaciel
przybrał obronną minę zbitego psiaka i maślanymi oczkami próbował
jakoś załagodzić sytuację.
-
Dino, ja wychodzę! Nie przyłożę do tego ręki! - obrócił się
na pięcie i skierował w stronę wyjścia. Miał co do tego
wynalazku złe przeczucia.
-
C-Christian!! - złapał go za rękę i pociągnął w swoją stronę.
- Dajże spokój! Od tamtego wydarzenia minęło pół roku.
Poprawiłem się!
-
Jakoś ci nie wierzę - wyszarpnął się z lekkim trudem z uścisku
i zrobił krok w kierunku drzwi. Obejrzał się przy tym za siebie i
po raz kolejny zlustrował spojrzeniem to coś. Skutecznie unikał
jednak zawiedzionej pary czekoladowych tęczówek. Obawiał się, że
nagle zaczną go dręczyć wyrzuty sumienia.
-
Jak go nazwałeś? - Dino znany był z tego, że każdej lalce, którą
stworzył, nadawał imiona, bo jego zdaniem wszystkie przedmioty
podobne do człowieka powinien mieć identyczne prawa. Christian
zawsze się z tego wyśmiewał, ale do tej pory próbował
wytłumaczyć przyjacielowi, że to nie żyje, nie oddycha i nie
myśli, tylko posiada wbudowany przez niego samego procesor
odpowiedzialny za wszystkie funkcje. Dino jednak nie był zbyt bystry
i nie docierały do niego słowa przyjaciela.
Zapytany
uniósł wysoko brwi.
-
Wyrosłem z tego.
-
Zaraz, zaraz! Zmieniłeś swoje poglądy?! - odwrócił się szybko
twarzą w jego stronę. Aż trudno mu było uwierzyć w coś tak
niedorzecznego. Najwidoczniej nie znał aż tak dobrze młodego
konstruktora.
-
Już dawno. Dzięki, że we mnie wierzyłeś przez cały czas -
wywrócił przy tym oczami i zaczął grzebać przy przełącznikach.
Co chwilę dochodziły do Christiana ciche piknięcia. Znowu zaczęła
w nim rosnąć obawa, że wydarzy się coś złego od tego wiecznego
poprawiania.
-
Nie ma za co - odpowiedział lekko zmieszany. Postanowił jednak
zostać i dotrzymać przyjacielowi towarzystwa. Ostatnie, czego mu
teraz brakowało do szczęścia, to obrażonego Dino. Podszedł więc
bliżej i patrząc mu przez ramię, przyglądał się zręcznym
palcom poruszającym się od pokrętła do pokrętła i wciskającym
odpowiednie guziki. Przyjrzał się również twarzy zapracowanego
chłopaka. Spodziewał się ujrzenia malutkich zmarszczek w kącikach
oczu bądź między brwiami. Niczego takiego jednak nie dostrzegł.
-
Skończyłem! - przeciągnął się i ziewnął przy okazji.
Christian cofnął się o krok, by nie nadziać się na łokieć
Dina. Istniało takie ryzyko, bo był on dużo niższy od
konstruktora. - No to bierzemy się do roboty! - zatarł dłonie i
przytrzymał palec przez kilka sekund na włączniku.
Po
chwili do uszu obu chłopców dotarły ciche szumy, postukiwania i
skrzypienie lekko zardzewiałych stawów robota. Może nie poruszał
się on tak zwinnie i płynnie jak ludzie, ale niewątpliwie zaliczał
się do tych dobrze funkcjonujących maszyn zrobionych przez
amatorów. Trudno było osiągnąć taki efekt nawet najlepszym.
Christian
rozwarł usta w niemym zdziwieniu. Mógłby się nawet tym zachwycić,
gdyby nie to, że przez cały czas intuicja mówiła mu najgorsze:
Zaraz coś się wydarzy, uciekaj stąd! Chłopak gwizdnął
przeciągle.
-
No dobra, chodzić potrafi, ale co z resztą? Istnieje coś takiego
jak gotowanie, sprzątanie, pranie, odkurzanie i wiele innych prac
domowych - Dino zakrył mu dłonią usta, nim zdążył wymówić
ostatnią sylabę. Dłonie mu drżały, a źrenice stały się
większe pod wpływem adrenaliny.
-
Ten tam - wskazał głową na maszynę - Rozumie nas doskonale, ale
ma jedną wadę. Ulega przegrzaniu, gdy usłyszy za dużo czynności
do wykonania. Rozpoznaje zadania między wierszami i chce je
natychmiast wykonać - wziął głęboki oddech. - Obawiam się, że
jest już jednak za późno i czekają na nas niemałe kłopoty -
rzekł z powagą.
Jak
na zawołanie z kontrolki umieszczonej na plecach zaczął wydobywać
się dym. Śmierdziało spalenizną. Christian wskazał palcem na
robota.
-
Czy chcesz mi powiedzieć, że właśnie w tej chwili ten blachogłowy
grozi, no nie wiem, wybuchem?!
-
Co najmniej - chwycił oniemiałego przyjaciela pod ramię. - Lepiej
stąd wyjdźmy.
Tuż
po tych słowach nad ich głowami przeleciały ostre jak brzytwa noże
i z cichym stukotem wbiły się w ścianę, na której były
umieszczone drzwi. Z czystym przerażeniem w oczach obejrzeli się na
robota. Był on zwrócony do nich tą częścią głowy, gdzie
powinna znajdować się twarz.
-
No to chyba nie opuścimy tego miejsca zbyt łatwo.
-
Może nawet wcale nam się to nie uda - Dino jeszcze bardziej
pogrążył niższego kolegę.
-
Co?! - uchylili się przed kolejnym atakiem. Tym razem w ich stronę
poleciały widelce. Zajęły należne im miejsca obok noży.
Patrzyli, jak stojące im naprzeciw zagrożenie wygrzebuje z szafki
malutki odkurzacz i bierze powoli zamach, by następnie cisnąć nim
w zszokowanych nastolatków. Schowali się więc czym prędzej za
kanapę stojącą niedaleko. - I co teraz, geniuszu?
-
Trzeba go wyłączyć - wyjrzał na chwilę zza krawędzi mebla i
zmarszczył brwi. Poruszając się bardzo powoli, maszyna zbliżyła
się do kominka i teraz uderzyła pięścią w cegły. Rozległ się
przerażający huk metalu niszczącego jedną z ozdób mieszkania.
Materiał posypał się na podłogę a z pięści, nawet z tak dużej
odległości, można było dostrzec ulatującą się parę. - Chyba
uszkodził sobie jeden ze stawów.
-
To dobrze czy źle?
Dino
wzruszył ramionami.
-
Z naszej perspektywy nie robi to żadnej różnicy. I tak jesteśmy w
nie lada kłopotach - schował się z powrotem za oparciem. Łup,
łup, łup. Robot chyba zauważył chłopaka, gdy ten nieuważnie
znowu się ukrył i teraz niespiesznie zbliżał się w ich stronę.
-
Wyłącz go, matole!
-
To poczekaj tu w takim razie! - wyższy z nich wyskoczył zza kanapy
wydając z siebie nieartykułowany okrzyk. Christian siedział cały
czas w tym samym miejscu z podkulonymi kolanami pod brodę i modlił
się do Boga o przetrwanie tego horroru. On wiedział, że tak to się
skończy. Dlaczego wcześniej się stąd nie wyniósł, gdy
nadarzyła się okazja?! Do jego uszu docierały dźwięki wydawane
przez przyjaciela próbującego ujarzmić potwora. Wyobrażał sobie
najgorsze rzeczy. Oczyma wyobraźni widział rozpłaszczonego na
ścianie chłopaka, jego krew zdobiącą pobliskie meble i ozdoby
oraz stojącego nad nim kata.
Był
tak zajęty własnymi wyobrażeniami, że nie spostrzegł, gdy
wszystko się skończyło szybciej niż zaczęło. Cień przysłonił
jego drobną postać i po chwili patrzył na uśmiechniętą twarz
przyjaciela. - I po wszystkim.
W
tym momencie drzwi otworzyły się na oścież i do środka weszła
mama Dina.
-
A co tu się stało?! - krzyknęła, nie umiejąc ukryć zdenerwowania.
Wnętrze
nie wyglądało najlepiej. Wszędzie leżał gruz, potłuczone
talerze, figurki, wazony, pogięte sztućce. Nawet jedna ściana
została osmolona. Pośrodku tego całego chaosu stał samotny
robot. Głowa zwisała mu bezwładnie. Reszta ciała wyglądała tak,
jakby zastygła nagle w ruchu. Jedynym ocalałym przedmiotem była
kanapa.
-
Cześć mamo! - Dino pokazał swoje ząbki. Próbował pewnie
uspokoić jakoś zdenerwowaną kobietę.
-
Żadne "cześć". Jak wrócę z kawiarni, to chcę widzieć
tu porządek! - Christian dostrzegł na jej skroni niebezpiecznie
pulsującą żyłkę.
Trzasnęła
drzwiami. Niefortunnie wyleciały one z zawiasów i nie minęła
sekunda, gdy do chłopców dotarł cichy okrzyk. Christian wstał i
otrzepał spodnie z pyłu. Przyglądnął się przy tym szkodom.
-
Wiesz, chyba się nie wyrobimy...
-
I właśnie dlatego proponuję odwrót!
Obaj
jak na zawołanie pobiegli w stronę tylnych drzwi prowadzących do
ogrodu i zostawili za sobą ten cały bałagan oraz robota. W tym
czasie żelazne palce poruszyły się nieznacznie i maszyna z
powrotem ożyła.
-
D I N O... - mechaniczny głos rozbrzmiał w zrujnowanym mieszkaniu i
z ociąganiem ruszyła za chłopakami.
*
* *
KONIEC
Nie wiem, czy was to satysfakcjonuje, ale macie kolejne opowiadanie z konkursu. Namęczyłam się przy nim ;_; Jest mi on obojętny ;-; Hm... Co byście powiedzieli na to, by zaczęła pisać w formie dramatu? Chciałabym wypróbować coś takiego, bo pani powiedziała, że mi to świetnie wyjdzie >////<

Przepraszam, że piszę ci to w takim miejscu, ale niestety musiałam usunąć FB poprzez pewną moją koleżankę. Himi wszystko wie, ona wam opowie. Po prostu zapytajcie ją o zdjęcia. Przepraszam, kociaki, może kiedyś wrócę. Wasza niewyżyta Yaoistka
OdpowiedzUsuń~Plaga-Chan
Ja juz wszystko wiem, Plaga. Nie zmienia to faktu jednak, ze moglas cos wczesniej napisac. martwilam sie. BARDZO. Zaloz gg, cokolwiek, bo chce pogadac ;-;
Usuń