by atena

czwartek, 21 sierpnia 2014

Gruvia, Rozdział 3. - Pierwsza próba zabójstwa.

~Gray~
 
   Leżę w starym hamaku i podziwiam piękne, błękitne niebo, na którym co jakiś czas pojawiają się małe, mleczne chmury. Niby nic nadzwyczajnego, ale to mnie odpręża. Mogę zapomnieć o ostatniej akcji, o Juvii i pomyśleć, co zrobić z tą dziewczynką. Zostawić ją na pastwę losu nie wypada, bo przecież jest za młoda na mieszkanie bez dorosłych. Można przygarnąć ją do Fairy Tail, ale Mistrz przecież chciał, bym ją zabił. Na samą myśl o tym, że wbijam w jej drobne ciało sople lodu, zaczyna mi się robić niedobrze. Chcę rzygać. Niech Makarov sam się męczy i mnie w to nie miesza. Nie jestem przecież zabójcą! Obowiązkiem magów jest pomaganie słabszym. Czy takie zachowanie nie będzie przeczyło naszym ideałom? Niezliczona ilość pytań bije mi się po głowie. Dlaczego akurat padło na mnie? Co się stało Mistrzowi? Komu mogę o tym powiedzieć?
   Przede wszystkim, muszę ostrzec młodą. To pewne. Potrzebuję sprzymierzeńca, który wstawi się za mną. Juvia? Może. Ona zrobi dla mnie wszystko. Chociaż... Nie! Nie będę wykorzystywał tego, że jest mną zauroczona. To okropne. I stwarza nadzieje. Zbyt duże nadzieje, które mogą sprawić, że ją zranią, a jeszcze takim potworem nie jestem. Co robić?
- Argh~! - targam włosy. Jestem sfrustrowany. Siadam na hamaku i skupiam całą swą uwagę na tym, by nie polecieć do tyłu. Gdy materiał się uspokaja, ukrywam twarz w dłoniach. Nie, nie chcę płakać. Mam ochotę krzyczeć dopóki nie zatracę głosu. Wściekłość i niemoc ogarnia mnie z każdą chwilą, zdaję sobie sprawę, że ta sytuacja jest patowa. Nie ma sposobu, by się wymigać. Erza i reszta Gildii jest zaślepiona dobrocią Mistrza. Natsu i Lucy tuż po powrocie zgarnęli jakąś misję i przepadli w kamforę. Tak przynajmniej mówił mi Macao. Wendy... Nie, to dziecko. Dzieci nie będę mieszał w takie niebezpieczne rzeczy. Przecież narażę się dziadkowi a jego gniew wtedy będzie okrutny, zbyt potężny do zatrzymania. Tak, rozważam możliwość uratowania Shion. Głupie, prawda? Nagle zrywa się wiatr i włosy przysłaniają mi widok na to, co znajduje się przede mną. Odgarniam niesforne kosmyki włosów i spoglądam w niebo, które do tej pory biło jasnym blaskiem. Teraz jest zachmurzone. Zbiera się na deszcz. Cholera, a było tak pięknie.
- Gray! - ktoś do mnie krzyczy. Patrzę w tamtą stronę. Szybkim krokiem zbliża się do mnie niski chłopak o ciemnych włosach przypominających barwą psie gówno. Jego roześmiane oczy patrzą w moją stronę. Wyrażają miliony uczuć na minutę. Jest ubrany podobnie do Natsu. Szalik zawiązany identycznie jak on, kamizelka - rozpięta, ukazująca nieźle zapowiadający się kaloryferek - i workowate spodnie. To wszystko sprawia, że Romeo wygląda tak, jakby był jego młodszym bratem. Oby tylko nie stał się taki z charakteru. Dwojga Natsu Gildia nie uciągnie! Wzdycham.
- Co jest, młody? - no i chwile spokoju odeszły w siną dal...
- Urządzamy przyjęcie powitalne dla tej dziewczyny! Każda para rąk się przyda! - czy ten entuzjazm w głosie nie jest przesadny? Marszczę brwi.
- Mistrz pozwolił? - mówię to na tyle cicho, że chłopak tylko mógł to usłyszeć. Mam wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Widzę, jak Romeo mruga ze zdziwieniem. Szczerzy do mnie ząbki.
- Dziadunio nawet nie wie! To tata wyskoczył z tym pomysłem! No chodź! - łapie mnie za rękę i pociąga. Staję na równe nogi. Przy mnie, on wygląda na krasnala. Blednę. Niedobrze, bardzo niedobrze. Młody znowu otwiera usta. - Juvia zabrała ją na zakupy, więc do wieczora im zejdzie. Nie musimy się martwić, że nagle wejdą i niespodzianka pójdzie się pierniczyć! - zastanawiam się chwilę nad tym, co powiedział. Bije od niego przesadnym entuzjazmem i mam ogromną ochotę go zgasić. Nie wszystko może być tak kolorowe jak myśli. Zdecydowanie nie podoba mi się pomysł z tą całą imprezą. Tylko bardziej się narażamy. Jak jednak sprawić, by nagle większość Gildii zmieniła zdanie? Przygryzam wargę w zamyśleniu i niechcący miażdżę dłoń Romeo, którą do tej pory trzymał w mocnym uścisku. Na jego twarzy maluje się grymas bólu, który stara się przysłonić lekkim uśmiechem i błagalnym spojrzeniem.
- Proszę, Gray... - szepcze i pociąga mnie do przodu. Napieram nogami na ziemię i po chwili młody może tylko nieudolnie próbować zaciągnąć mnie do reszty.
- Wybacz, chłopie - kładę mu dłoń na głowie i mierzwię ciemną czuprynę psując w ten sposób cały efekt, jaki osiągnął rano podczas układania włosów. Uśmiecham się półgębkiem, gdy czerwienieje ze złości po tym, co zrobiłem. Ukrywam co raz to szerszy uśmieszek w ramieniu. Nie chcę się z niego nabijać, ale wygląda naprawdę zabawnie, gdy się denerwuje o własny wygląd. Jakby to było coś najważniejszego choć to wcale nie tak. Odwracam się na pięcie z ciężkim sercem i sporymi wyrzutami sumienia na barkach. Zerkam na Romeo przez ramię.
- Mam coś innego do zrobienia - i nie czekając na odpowiedź czy też jakąkolwiek reakcję, odchodzę szybko w stronę miasta, by poszukać dziewczyn. Powątpiewam w to, że Mistrz zlecił tylko mnie to zadanie. Musi być ktoś jeszcze. Ktoś mniej buntowniczy i mający w tym momencie podobne poglądy. A od początku przecież nie zgadzał się z nami... Gajeel. Blednę i przyspieszam kroku. Cholera, cholera, cholera!

~Shion~

Zagryzam wargę zmieszana, gdy Juvia otwiera przede mną drzwi salonu fryzjerskiego. Lubię swoje włosy i nigdy nie pomyślałabym o tym, by podciąć chociażby końcówki. Zdecydowanie podobają mi się takie, jakie są teraz.
- J-Juvia-san, czy to aby na pewno konieczne? - szepczę zrozpaczona.
Z wewnątrz wpatrują się we mnie dwie pary oczu. Jedna jest koloru bezchmurnego, letniego nieba a druga - biała niczym świeżo napadany śnieg. Dwoje szeroko uśmiechniętych ludzi zaprasza mnie do środka, ale nie potrafię zrobić kroku w przód. Czuję na plecach drobną dłoń Juvii i jej gorący oddech na karku. Drżę.
- Ależ oczywiście! Shion-chan musi się podobać chłopcom w swoim wieku! Oczywiście, nie może być na tyle piękna, by Panicz Gray się nią zachwycał! - te słowa drażnią moje bębenki. Wyczuwam groźbę w tonie jej głosu i już wiem, że startowanie do Gray'a źle się dla mnie skończy. W sumie, to ona sama podsunęła mi pomysł spojrzenia na niego w ten sposób. Wzdycham zrezygnowana.
- Dobrze - odpowiadam powoli wymawiając każdą sylabę bardzo dokładnie. Nie chcę, żeby między nami wystąpiły kłótnie o chłopaka. Mam wrażenie, że możemy zostać dobrymi przyjaciółkami.
   Przekraczam niechętnie próg salonu i wymuszam uśmiech. Pracownicy zapraszają mnie żywo gestykulując przy tym rękoma. Jedno z nich uderza mnie niechcący w twarz. Przygryzam wargę nerwowo i zerkam na Juvię kątem oka. Wygląda na zadowoloną. Może nawet aż za bardzo.
- Co tak sterczysz? - popycha mnie, bym weszła głębiej. Zanim zdążę choćby zareagować, właściciele biorą mnie za ręce i prowadzą do czerwonego fotela ustawionego przed dużym lustrem. Na półce ustawiono przeróżne odżywki, położono suszarkę i niezliczoną ilość grzebieni o różnych wielkościach. Obok mojego stanowiska znajduje się jeszcze kilka ustawionych w jednym rzędzie. Na siedzeniu po mojej prawej stronie już ktoś jest. Strzyże go jeden z pracowników. Gdy próbuje się przyjrzeć tej osobie, on posyła mi mordercze spojrzenie swych małych oczu. Jest straszny. Czarnowłosy facet sprawia, że po plecach przechodzą mi ciarki i oglądam się na Juvię, by ubłagać ją wzrokiem o wyjście stąd. Gdy jednak spoglądam w stronę kanap ustawionych po przeciwnej stronie lokalu, jej tam nie ma. Zapewne została na zewnątrz.
Przełykam powoli ślinę. Zaczynam się bać. Mam wrażenie, że ten mężczyzna chce mi zrobić krzywdę. Zasiadam jednak w fotelu i staram się ukryć drżenie rąk, gdy zakładają mi coś w stylu śliniaka. Zerkam jeszcze raz kątem oka na obcego. Przygląda mi się w lustrze z niezmiennym wyrazem twarzy.
Zamykam oczy i próbuję się rozluźnić. Szybko skrócą mi włosy i będzie po wszystkim. Nie mam się czego bać...

~Gray~

   Pędzę na złamanie karku. Ignoruję nawet ból w piersi, gdy brak mi oddechu. Najważniejszym jest, by je odnaleźć zanim stanie się coś złego. Juvia jako pojedyncza jednostka z Gajeelem nie ma szans i nie obroni Shion. Ale gdybyśmy zajęli się nim razem, to jest nadzieja, że wyjdziemy z tego cało. Ale pytanie brzmi: Gdzie one, do cholery, się podziały?! Przebiegłem już chyba połowę Magnolii i nic. Żadnych rezultatów. Sprawdziłem każdy sklep. Gówno.
   Mimo, że moje trybiki pracują na zwiększonych obrotach, po prostu nie mam pojęcia, gdzie ta kobieta mogła zabrać dziecko. Dlaczego Juvia nie lata za mną wtedy, gdy potrzeba?! Nadzieja opuszcza powoli moje ciało a jej miejsce zajmuje czysta rezygnacja. W moje myśli zakrada się jedna myśl: Już za późno, po co się pocisz? Po co się męczysz? Zatrzymuję się na środku ulicy pośród tłumu przechodniów. Ktoś zaczyna mnie wyzywać od najgorszych, ale dźwięki docierają do mnie jak zza grubej ściany. Zaciskam dłonie w pięści. Mam ochotę coś rozpieprzyć w drobny mak. A mogły mi coś powiedzieć!
- ...sama! - słyszę czyjeś wołanie, ale ignoruję je święcie przekonany, że to nie o mnie chodzi. Obracam się na pięcie, by zawrócić do Gildii i nawtykać Mistrzowi, gdy ktoś uczepia się mojego ramienia. Do mojego nosa dociera zapach oceanu pomieszanego ze słodkimi perfumami. Zerkam za siebie i pierwsze co ukazuje się moim oczom, to krótkie, niebieskie włosy muskające mój policzek.
- Gray-sama! Juvia cię wołała! - posyła w moją stronę ten typowy uśmiech. Co dziwne, jej wzrok nie jest szalony tak, jak zazwyczaj gdy mnie widzi. Dostrzegam tam jedynie ekscytację. Odwracam od jej twarzy zawstydzone spojrzenie. Cholera, jeszcze zacznie mi się podobać...
   Pociąga mnie w stronę salonu fryzjerskiego a ja jestem tak zszokowany, że nie protestuję.
- Juvia zabrała Shion-chan do fryzjera! Gray-sama chce zobaczyć efekty? - blednę. Nie. Nie nie nie nie!
- I zostawiłaś ją tam samą?! - Juvia wydaje się speszona, niepewna. Nic dziwnego. Przecież znowu na nią krzyczę. Wzdycham. - Wybacz... Muszę ci coś powiedzieć - i opowiadam jej o całej rozmowie z Makarovem. Na początku przez jej twarz przebiega zdziwienie, następnie czysta nienawiść. Widzę, jak zaciska dłonie w pięści. Postura dziewczyny powoli rozmywa mi się przed oczyma. Kładę jej dłoń na ramieniu.
- Też jestem wściekły, wręcz wkurwiony - uśmiecham się smutno. - Zabierzmy ją stamtąd. Natychmiast - patrzymy sobie w oczy, gdy z salonu fryzjerskiego docierają do nas wybuch i krzyki. Drzwi otwierają się na oścież i wypada z nich przestraszona Shion z krwawiącą głową. Od razu chowa się za nami.
- Młoda? - oglądam się na jej przerażoną twarz. Przytula się do mnie mocno. Chyba ukrywa łzy. Moje źrenice się zwężają, ogarnia mnie dzika furia, którą staram się pohamować. I tak nie mam szans z Gajeelem. Skoro nie pokonałem Natsu, to walka z tamtym nie ma sensu. Biorę Shion na ręce i zwracam się od razu do Juvii.
- Uciekamy z Magnolii. Wszystko wytłumaczę ci później... - widzę wyraz zdumienia malujący się na jej buzi. Nie obchodzi mnie to jednak i ruszam szybko w stronę stacji. Całe szczęście, że zawsze noszę przy sobie całą kasę... Ona idzie za mną posłusznie choć miałem cichą nadzieję, że zostanie i nie będzie się narażać. Cóż, nadzieja matką głupich.
   Przyspieszam kroku i po chwili biegniemy na złamanie karku, byleby Smoczy Zabójca nas nie dopadł. W tym czasie dziewczynka zasypia mi w ramionach. Czuję jej gorący oddech na szyi i krew powoli spływającą mi za koszulkę. Będę ją chronił. Choćbym miał odejść z Gildii, poświęcę swoje życie, by nie dorwali Shion.

* * *

Nareszcie coś tu napisałam... Brak czasu, możliwości. Z dostępem do kompa krucho. Mam jednak nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda i chce czytać moje bazgroły ;w;


5 komentarzy: